Zimą nadeszły dobre dni. Jak na ironię - zimą. Byłam na niesamowitej konferencji EXODUS, która była organizowana w lutym w Ergo Arenie. Nie będę ściemniać, że konferencja była typowo chrześcijańska, ponieważ można było to wywnioskować z reszty moich postów, że jestem osobą wierzącą w Boga. I wierzę w moc modlitwy i tego co w Biblii jest napisane.
Więc po tej konferencji nadeszły dobre dni. Znikła codzienne gorączka, nie byłam już co chwilę zmęczona, zero objawów jakiejkolwiek choroby. Za to wróciła radość, siła, uśmiech. Uwierzyłam w to, że wydarzyło się coś w moim życiu, że nastąpił jakiś przełom. Nawet mój lekarz w to uwierzył i pozwolił mi odstawić leki, widział po mnie, że czuję się o niebo lepiej więc po co faszerować mnie tak mocnymi antybiotykami. Zaczęłam cieszyć się każdym dniem jaki był mi dany. Cieszyć się każdą chwilą i doceniać to co się ma, a nie myśleć o tym, czego się nie ma. Po sześciu tygodniach miałam zrobić badania kontrolne na LTT Chlamydię (test transformacji blastycznej limfocytów) by udowodnić sobie, że doświadczyłam cudu.
Niecały miesiąc później kontrolna wizyta u ginekologa. Złe wieści. Guzy na jajnikach się powiększyły. Trzeba jak najszybciej operować. Więc po pierwsze badań na LTT nie mogłam zrobić, po drugie - operacja? już? natychmiast? Trzeba było zrobić też badanie krwi na CA125 (markery nowotworowe). Wynik - też zły. Pierwsze myśli - co się dzieje? Przecież nie tak miało być. Miałam przez chwilę niepewność w serduchu, że może znów chlamydia atakuje, ale szybko odrzuciłam tą myśl. Wyznaczyli mi termin operacji po świętach Wielkanocnych. Strach w takiej sytuacji jest odczuwalny, czy go chcesz, czy go nie chcesz. Moje operacja z tego co mi później mówiono, do łatwych nie należała. Jednak wszystkie guzy usunięte. Czekanie na wyniki biopsji. Badań na LTT po operacji też nie mogłam zrobić, ponieważ narkoza w organizmie potrafi utrzymać się przez miesiąc, a to dało by zakłamany wynik. Więc czekanie na biopsję i czekanie na kolejne badania.
Bardzo wolno i ciężko wracałam do siebie po operacji. Trochę mnie to martwiło. Inne kobiety, które ze mną leżały na oddziale dwa dni później śmigały po korytarzach szpitala, a ja słabłam przy zwykłym siedzeniu w szpitalnym łóżku. Tłumaczyłam sobie, że ja jestem po walce z bakterią, więc moje siły i odporność są na totalnym wyczerpaniu, więc mam prawo wolno wracać do zdrowia. Tak sobie to tłumaczyłam, nie chciałam dopuszczać myśli, że może to być coś innego. Dwa tygodnie zwolnienia nawet nie pomogły. Dalej byłam bardzo słaba, a ból w miejscu operacji czasem był nie do zniesienia. Powtarzałam sobie: bądź silna, bądź dzielna, dasz radę. Więc rada lekarza - kroplówka z Thiogammy (kwas a-liponowy, poprawia wewnątrz nerwowy przepływ krwi, podnosi poziom glutationu w organizmie oraz działa jako przeciwutleniacz). Poczułam się po niej o wiele lepiej.
W między czasie kolejna wizyta u neurologa. Z kręgosłupem lepiej, widać, że stawy międzykręgowe które były zniszczone przez bakterię, odbudowują się. Jest! W końcu jakaś dobra wiadomość. Niestety nie w 100%. Neurolog zauważył jakiś problem w odcinku piersiowym kręgosłupa. Za miesiąc zrobić RTG. O co c'mon!
Minął miesiąc od operacji, więc czas na badania krwi. No stres był, no może nie przy oddawaniu krwi, ale bardziej z tego, że znów czeka mnie 2 tygodnie czekania i prawda wyjdzie na jaw. Na początku maja przyszły wyniki biopsji - dzięki Bogu to nie rak! super!
W środę 20 maja odebrałam wyniki LTT Chlamydia. Prawda wyszła na jaw - jestem dalej chora. Skończyły się dobre dni.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz