poniedziałek, 29 grudnia 2014

Imbir i cytryna


Święta, święta i już po świętach. Chciałabym móc napisać, że znów "objadłam się" i nie odchodziłam od stołu; ale rzeczywistość była inna. Walka z jedzeniem i przyswajaniem go w żołądku dalej trwa. Wigilię zadowoliłam się barszczem z uszkami i karpiem, niestety próba skonsumowania ryby w zalewie octowej skończyła się wizytą w toalecie i na tym też spożywanie wigilijnych potraw zakończyło się szybciej niż się spodziewałam. W Boże Narodzenie poszło troszkę lepiej: doszła sałatka jarzynowa i pierś z indyka. Choć nie powinnam, to jeden kawałek sernika też udało się zjeść - tyle wygrać! My polacy lubimy dobrze i smacznie zjeść, szczególnie w święta, gdy człowiek zachoruje i nie może skosztować wszystkiego, wtedy docenia tradycję i kulturę polskiej kuchni.

Niocenioną pomocą w walce z bakterią i problemami przyswajania jedzenia okazuje się imbir z cytryną, niby nic takiego, ale właściwości jakie niesie ze sobą ten napój są rewelacyjne. 

#Woda
Spełnia wiele różnorodnych funkcji: odżywia ciało, sprawia, że skóra nabiera blasku, a nerki pracują pełną parą. Na dodatek usuwa toksyny z organizmu (tak ważne w walce z CPN), jest niezbędna  w procesie przemiany materii oraz wspomaga trawienie. Picie wody kontroluje też apetyt i zapobiega wzdęciom. Jeśli pijesz wodę sprawdź dokładnie zawartość składników mineralnych: najzdrowsze wody mineralne mają ich powyżej 1000 miligramów w 1l. Wody mineralne mają stabilny skład chemiczny i korzystnie działają na zdrowie. Sprawdzaj również by woda nie zawierała zbyt dużą ilości sodu, który zatrzymuję wodę w organizmie i podwyższa ciśnienie krwi. Wystrzegaj się wód smakowych! (mają sztuczne aromaty, cukier i konserwanty). Dodatkowym zródłem wody są napoje (zielona herbata), produkty spożywcze o stałej konsystencji oraz woda metaboliczna powstająca w organizmie. Najcenniejsze są pod tym względem warzywa i owoce, ponieważ oprócz wody dostarczają nam jednocześnie cennych witamin i składników mineralnych. 

#Cytryna
Ma właściwości kulinarne i zdrowotne. Starożytni Grecy uważali ją za symbol zdrowia. To skarbnica witaminy C bardzo ważnej dla prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego (podczas CPN Twoja odporność jest zerowa, więc im więcej cytryny tym lepiej dla Ciebie i Twego organizmu). Zawiera także polifenole, które zapobiegają chorobom układu krążenia, opóźnieją proces starzenia i przeciwdziałają rozwojowi nowotworów. Cytryna zawiera również witaminę A, która radzi sobie z problami skórnymi, w walce z migreną, opryszczką, wzmacnia paznkocie i włosy (im więcej antybiotyków bierzesz, tym więcej włosów Ci wypada, więc tym bardziej posilaj się cytryną). Ma właściowości bakteriobójcze! i antyseptyczne. Zawiera wapń i potas. Sok z cytryny wpływa korzystnie na proces trawienia. Bardzo dobrze działa także na wątrobę, oczyszczając ją  toksyn i wspomaga jej pracę (kolejny pozytywny news - pamiętaj, że każda ilośc lekarstw osłabia wątrobę a nawet czasem jej szkodzi, więc tym częściej korzystaj z cytryny). Skóra z cytryny jest dobrym źródłem błonnika pokarmowego, który sprawia, że po posiłku długo utrzymuje się uczucie sytości, a poziom cukru we krwi utrzymuje się na właściwym poziomie. Cytrynę możesz wykorzystywać do czego tylko chcesz: sałatki, soki owocowo-warzywne, herbaty, owoce morza, skrapianie ryb. Używaj i soku z cytryny oraz jej skórki.

#Imbir
Jest jedną z tych roślin bez której nie wyobrażam sobie życia, Skuteczne lekarstwo na przeziębienie (herbata z imbirem), mdłości (napar z imbiru) czy bóle miesiączkowe (plastry korzenia imbiru). Zawiera zingiberol - składnik olejku eterycznego, gingerol i zinferon; wszystkie te substancje mają właściwości lecznicze. Jest składnikiem leków przeciw chorobie lekomocyjnej, przeciwdziała wymiotom po narkozie i chemioterapii. Ułatwia trawienie gdyż olejek zawarty w kłączu pobudza wydzielanie śliny i soku żołądkowego. Łagodzi bóle miesiączkowe ponieważ działa rozkurczowo. Leczy przeziębienia i przynosi ulgę chorym stawom, bo jest bogaty w substancje przeciwzapalne (dla mnie to jak prezent prosto z nieba). Zwiększa koncentrację i wydajność umysłową, bo poprawia ukrwienie mózgu (radość dla mnie, bo coraz "głupsza" czułam się po tych lekach, miałam wrażenie, że jestem coraz bardziej nieogarnięta). Imbir inicjuję apoptozę (genetycznie zaprogramowane samobójstwo komórek) oraz autofagię (trawienie przez komórki własnych elementów) komórek raka jajników (nie mam wprawdzie raka, ale są 2 torbiele, których z chęcią się pozbędę). Hamuje również stany zapalne oraz zapobiega rozwojowi komórek rakowych. Najlepiej używać korzenia imbiru i w razie potrzeb ścierać go na tarce. Imbir w proszku dodany do kawy niweluje jej złe skutki.

#Napar
Piję to codziennie, popijam też tym naparem leki. Do 2l słoika wkrajam cytrynę ze skórką, starty imbir. Zalewam to gorąca wodą, ale nie wrzątkiem, niech ostygnie do 80-90 stopni. Myślam, że gorąca woda zabija wszystkie właściwości, jednak w tym przypadku, jest wręcz odwrotnie. Gorąca woda pobudza cytrynę do wypuszczenia soków, a imbir zaparza się dając niesamowity smak i aromat. Piję ciepłe lub czekam jak ostygnie i wkładam do lodówki by móc mieć wodę do picia. Bardzo często przelewam w małą butelkę i biorę wszędzie ze sobą, w razie gdy zadzwoni alarm przypominający o tabletkach, bym miała czym je popić. Tyle niesamowitych właściwości za tak niewielkie pieniądze. Jak w ciagu dnia wypiję 2l naparu to potem dolewam już tylko wody mineralnej. Sok z cytryny i imbir przez 2 dni mogę wydobywać z siebie to co najlepsze. Na 3 dzień trzeba wkroić nową cytrynę i zetrzeć świeży imbir. Więc co drugi dzień przygotowuję sobie napar:
  • 2l słoik
  • 1 cytryna ze skórką
  • 1 kawałek imbiru (wielkości kciuka) ze skórką
  • gorąca, przygotowana woda
  • jeśli będzie dla Ciebie za kwaśne lub gorzkie dodaj odrobiny miodu, by osłodzić naturalnie napar. Nie używaj cukru!



sobota, 20 grudnia 2014

Drzemka i dieta


Jak wspominałam w poprzednim poście od poniedziałku wróciłam do antybiotyków i LDN. Pierwsze dni były dość spokojne. Żadnych z gorszych reakcji Herxa nie miałam. Zostały nudności i gorączka każdego dnia, a tak to nawet dość spokojnie. Z jednej strony się cieszyłam, że nie doświadczam znów "katuszy", ale z drugiej trochę niepokój, że skoro nie ma większych reakcji, czyli antybiotyki nie działają? Bo przecież im silniejsza reakcja tym znaczy, że bakteria jest zabijana. Don't panic! Trzeba wziąć głęboki oddech i czekać spokojnie obserwując swój organizm. 

Za to pojawiły się popołudniowe drzemki. Potrafię spać po 2-4h w ciągu dnia. I choć nie wiem jakbym mocno walczyła z zamykającymi się powiekami zawsze przegrywam. Sen silniejszy niż wolna wola. I tak każdego dnia. Nie ważne czy jestem w swoim pokoju, w gościach, w salonie z dziewczynami, zapadam w zimową drzemkę ;) Może być szum dookoła, lecieć głośna muza Aga śpi w najlepsze. Więc po 3 dniach sms do lekarza: to normalne doktorze, te moje drzemki? Odpowiedzi są dwie: i tak i nie - chyba powinnam się przyzwyczaić do tego, że w tej chorobie nie ma jasnej odpowiedzi, trzeba zawsze znaleźć "złoty środek". 
Więc są dobre bo organizm potrzebuje odpocząć, więc sam wie kiedy powinnam trochę pospać. Źle oznacza, że organizm za bardzo jest "zmęczony" trawieniem moich pokarmów, że już nie ma sił na walkę z baketrią więc się poddaje i idzie spać - tak w prosty dziecinny sposób, mogę przedstawić schemat działania.  



Co dalej z tym zrobić? Trzeba ograniczyć spożywanie cukrów złożonych.Węglowodany to główne paliwo dla naszego ciała. Węglowodany złożone są rozbijane na glukozę znacznie wolniej, przez to dostarczają energię za wolno (co w przypadku tej choroby jest bardzo potrzebna) i do tego, są dłużej trawione przez układ pokarmowy co pozbawia mnie energii, którą potrzebują, bo bakteria tak próbuje mi ją zabrać. A już w ogóle to unikać węglowodanów oczyszczonych. Chyba nie muszę nadmieniać, że wszystkie fastfoody poszły w zapomnienie ;)
Więc należy odstawić:
  • białą mąke - białe pieczywo
  • ciasta
  • makarony
  • biały ryż
  • ziemniaki
  • słodycze
  • napoje gazowane
What?! To co ja mam jeść? Już tak mało jadłam bo miałam nudności i wymioty a teraz muszę ograniczyć spożywanie tych produktów, gdyż zabierają mi potrzebną energię i zbyt wolną ją wytwarzają. 
Co można jeść:
  • owoce
  • warzywa (ale  nie wszystkie)
  • mąkę żytnią, kukurydzianą minimalnie
  • pić wodę z cytryną i imbirem
  • świeże soki oraz smoothie
A tak naprawdę to obserwuj siebie i jak reagujesz po tym co zjesz. Ja dzisiaj wypiłam "green smoothie" ze szpinakiem, ananasem i sokiem pomarańczowym i nie za dobrze to się dla mnie skończyło, zaczęłam dzień od porannych nudności. Więc do wszystkiego trzeba podchodzić z głową. Może za jakiś czas będę mogła dokładniej odpowiedzieć sobie na pytanie: co mogę zjeść, a czego nie powinnam? Może jakieś przepisy z tego wyjdą albo książka kucharska "chlamydiowa dieta" ...we will see ;)



"I will not be moved, and I'll say of the Lord
You are my shield, my strength, my portion
Deliverer, my shelter, strong tower
My very present help in time of need"

                                                    Hillsong



poniedziałek, 15 grudnia 2014

Przerwa


Nadszedł moment, którego się trochę obawiałam. Mój lekarz stwierdził, że mam za silne 'rekacje Herxa' i trzeba na 3 dni odstawić leki. Z jednej strony silna reakcja organizmu jest potrzebna bo wtedy wiadomo, że leki działają, a z drugiej strony za silna też nie może być bo niszczy Twoje zdrowie i może doprowadzić do komplikaci. I tak nie dobrze i tak nie dobrze.

Próbowałam jakoś przekonać lekarza, że ja wytrzymam z tymi reakcjami, żebyśmy tylko nie przerywali leczenie, ale się nie zgodził. Problem w tym, że przy przewlekłej chorobie ciężko odróżnić Herxa od załamania stanu zdrowia, spowodowanego zdewastowaniem organizmu przez antybiotyki. Więc w moim przypadku trzeba było zrobić przerwę. Dla mojego bezpieczeństwa, po prostu. Człowiek chce wyzdrowieć, poddać się ciężkiemu leczeniu, ale nawet to leczenie możesz Tobie zaszkodzić.

Samo przerwanie leczenia na kilka dni nie jest czymś dobrym niestety. Bakterie, które nie zostały uśpione bądź zabite, teraz tym bardziej będę atakować mój organizm, szukając zdrowych komórek po to by czerpać z nich energię i móc się dalej rozmnażać wewnątrz mnie. Lecz brak antybiotyków też dobry nie jest. 

Więc przerwa, odstawienie leków. Jednak nie do końca. Dostałam inny lek LND (Lowe Dose Naltrexon) obiecujący lek w terapi chorób autoimmunologicznych, raka i innych ciężkich chorób do wyleczenia. LND wzmacnia system odpornościowy, aktywuje w organizmie własne naturalne mechanizmy obronne. Produkuje zwrost produkcji endorfin i enkefaliny. Najpierw zaczynam od najmnieszej dawki potem może stopniowy będziemy je zwiększać. Z wielu badań wynika, że ten lek jest obiecujący w walce z HIV, AIDS, różnymi chorobami nowotworowymi oraz przewlekłymi. Więc zobaczymy jak mój organizm zareaguje na LND. W moim przypadku potrzebuję enforfin, gdyż mam ich brak, więc oby zadziałało.

Od poniedziałku wracam do antybiotyków i dojdzie jeszcze LND. Walczę dalej, staram się żyć normlanie, cieszyć się każdym dnie. Bo każdy mój dzień jest mi dany z Bożej łaski. Kiedy jesteś chory i ciężko się leczysz tym bardziej jesteś pewien i odczuwasz, że każdy kolejny dzień to łaska jaką Bóg Ci daje każdego dnia na nowo, każdego dnia świeża, każdego dnia łaska, która jest mocą by żyć, cieszyć się, służyć. Po prostu by być. 

środa, 10 grudnia 2014

7 dni


Dzisiaj mija tydzień od kiedy biorę antybiotyki. Chciałabym napisać, że z każdym dniem jest lepiej - niestety nie. Na samą myśl o kolejnych tabletkach mam ciarki, a każde przypomnienie telefonu o tym, że czas wziąć kolejną dawkę leków powoduje łzy w oczach. Nie sądziałam, że to będzie takie trudne i ciężkie - teraz tym bardziej rozumiem pytanie lekarza: czy jestem na to gotowa? Teraz wiem, że w ogóle nie byłam i nie jestem. Zastanawiam się czy ktokolwiek jest na to gotowy? Wiem, nie mam prawa narzekać, są inni, którzy chorują na cięższe rzeczy i myślę, że jest im o wiele trudniej. Jednak też wiem, że każdy ma swoją miarę "trudności". Ja bardzo rzadko w swoim życiu brałam leki, staram się łykać cokolwiek w ostateczności i teraz ta liczba, częstotliwość mnie chyba po prostu przeraża. Takie ludzkie odczucia. 

Ciągle jeszcze mam 'reakcję Herxa' ale doszły też nowe objawy, bardziej sądzę, że to niepożądane skutki brania leków:

#brak łaknienia - nie chce mi się totalnie jeść, jakoś niektóre rzeczy straciły smak, jakbym jadła papier, więc wmuszam w siebie. Muszę jeść zdrowo, ale też cokolwiek na tą ilość leków, które przyjmuję

#nudności - nieprzyjemne i bolesne odczucie potrzeby zwymiotowanie pojawia się szczególnie po godzinie 14 i tak potrafi trzymać do wieczora

#wymioty - zdarzyły się, więc nawet z tego powodu odrzuca mnie od jedzenia

#senność - ojjjjj potrafię zasnąć nawet na spotkaniu (zdarzyło się ostatnio, Girls sorry), w drodze do pracy, po prostu oczy się same zamykają i trochę nie masz na to wpływu

#bóle stawów - czasem tak mocne, że do końca nie wiem co się dzieje - czy mam panikować, czy to tylko 'reakcja Herxa'

#nerwowość - współczuję osobom, które ze mną mieszkają. Potrafię zdenerwować się na małą i błahą rzecz. Staram się nad sobą panować, bo wiem, że akurat to skutki po jednym z antybiotyków

#gorączka - od poniedziałku trzyma mnie w ryzach, nie chcę zwalczać ją kolejną tabletką więc faszeruje się herbatą z imbirem, cytryną, goździkami itp,domowymi sposobami

Może wygląda to trochę pesymistycznie, ale ja się nie poddaję! W końcu jestem Nieustępliwa. Stoję przed lustrem i mówię: dziewczyno, przejdziesz to, nie jesteś sama! 
Jeśli ktoś z was zmagał się z takimi rzeczami, to jak sobie radziliście, jaką dietę stosowaliście by było zdrowo, ale zostawało w żołądku? Ja trochę próbuję szukać na własną rękę info, ale za mało jest tego w necie. 

Ostatnio słucham jednej piosenki, podosi na duchu, dodaje nadzieji, że nie wszystko trzeba samemu zrobić. Czasem są sytuację, kiedy Bóg może tylko to zrobić, nikt inny. Ty już nie masz sił, ale Jego siły są niewyczerpalne.




niedziela, 7 grudnia 2014

Reakcja Herxa


Oto moje kolorowe pudełeczko, a w nim mnóstwo antybiotyków, probiotyków, witamin. Niestety nie mogę się z nim rozstawać. Mój dzień jest teraz planowany od godziny do godziny, w sumie podzielony na 4. I uwierzcie mi to wcale nie jest takie łatwe i błahe jak się wydaje. Nagle choćbyś był na niesamowitym spotkaniu, w kinie, w kościele, o danej godzinie trzeba wziąć lekarstwo. Rzucasz wszystko, przerywasz rozmowę i popijasz tabletki. Może wam się wydaje, że przesadzam (choć ogrodnikiem nie jestem :P ) to to serio utrudnia życie. Ten, kto się z tym zmagał lub zmaga na pewno mnie zrozumie. Nie ważne gdzie jesteś, pudełko jest razem z Tobą. W tym leczeniu najważniejsza jest systematyczność, dokładność i trzymanie się zaleceń lekarza co do pory leków. Nie ma "chwili później", kiedy jest na to czas to popijasz kolejne tabletki. 

Zażywam: 
  • doxycyclinum
  • azitromycinum
  • tinidazol
  • probiotyki
  • witaminę D3
  • witaminę B
  • tran
  • ACC 600


Mówiłam sobie, że będę dzielna, dam radę. Eeehhheeee, mogłam sobie gadać. Już 2 dnia odczułam skutki brania tak silnych antybiotyków. Zaczęło się od zwykłego braku skupienia, totalnie nie mogłam się na niczym skoncentrować; to tak jakby ktoś odebrał Ci kilka słów i wiedzy, którą przez tyle lata wkładałaś do głowy. Zapominanie najprostszych słów, zapominanie o ważnych spotkaniach i obowiązkach. Nagle z osoby pilnej, w ciągu kilku dni staje się nie ogarem (what?!). I choć mówisz sobie "nie dam się" to jednak to jest silniejsze od Ciebie. Myślałam, że na tym się skończy, jednak nie. Pierwsze nudności, brak apetytu, kaszel i masz wrażenie, że ktoś Cię całą noc walił kijem bejsbolowym po mięśniach. Od 8 roku życia nie wzięłam żadnego antybiotyku do ust i chyba moje ciało dostało niezłego szoku.

Reakcja Herxa powoduje, że człowiek czuje się gorzej, a nawet ma wrażenie, że leczenie nie przynosi żadnego skutku. Dlatego tak się dzieje, ponieważ antybiotyki próbują zabić/uszkodzić bakterię w moim ciele, przez to ona uwalnia szkodliwe entodoksyny. Często właśnie pogarsza się stan chorego, co o dziwo, jest cennym zjawiskiem, bo oznacza, że bakteria jest zaatakowana. Więc od 2 dni czuję się nie najlepiej, szczególnie popołudniami. Jednak powtarzam sobie, że tak ma być, to znaczy, że coś zaczyna działać. Złe samopoczucie nie pomaga w byciu silną psychicznie, wręcz odwrotnie. Jednak wiem, że nie mogę się poddać. Wytrwać, po prostu wytrwać.

Leki, które biorą nie są dobre na inne części ciała. Mogą szkodzić wątrobie, jelitom. Więc trzeba też być mądrym w dbaniu o siebie. Odstawiłam niezdrową żywność. Wszystkim fastfoodom mówię "bye bye" oraz gazowanym napojom. Ciężko strawne jedzenie też musi odejść. Mój organizm musi teraz walczyć z bakterię, więc niech lepiej nie zużywa energii na strawienie jedzenia. Wszystko co smażone na głębokim tłuszczu, tłuste same w sobie, też odchodzi w zapomnienie. Przynajmniej zacznę się zdrowiej odżywiać, plus tego wszystkiego. W czasie leczenie powinnam zażywać dużo witaminy C, nie chcę brać kolejnych tabletek, więc robię sobie "lemoniadę" - woda z samą cytryną, dodaje do tego imbir, który sam w sobie jest naturalnym antybiotykiem i tak popijam tabletki. W ciągu dnia powinnam być od 1 do 2l takiej wody. Coś czuję, ze za kilkanaście dni zacznę nie ciepieć tego smaku. Ważne jest przypominanie sobie, że to wszystko dla mojego dobra. Muszę stać się trochę samolubna - myśleć o swoim zdrowiu i o sobie, nie odkładać swoje potrzeby na koniec listy. Najwyższy czas traktować samą siebie jak ważną i cenna osobę.


"The Lord has heard my cry for mercy;
the Lord accepts my prayer"
Psalm 6;9



sobota, 6 grudnia 2014

Chlamydia


SMS od lekarza mnie zszokował. Po pierwsze, że nie wiedziałam na czym polega choroba, po drugie: ja chora? W tym samym sms: poczytaj sobie na internecie byś była świadoma z czym będziesz się zmagać o reszcie  porozmawiamy na wizycie. Więc pierwsza rzecz "wujek google" i szukamy info. "Ciocia Wiki" też była pomocna - wniosek jeden - czemu wszystkie polskie strony tak smutno piszą o każdej chorobie? Gdybym przez cały czas je czytałam, to bym zaczęła brać leki na deprechę. 

Więc na spokojnie przegląd informacji i patrzę 2 tygodnie leczenia i po sprawie. Ohhhh! Niestety, jak się okazało, nie jest tak dobrze. Telefon od lekarza: Agnieszka Ty masz przewlekłą infekcję, czyli bakteria się sama w Tobie rozmnaża; to jest o wiele trudniejsze niż Ci się wydaje. Leczenie będzie długotrwałe, jesteś na to gotowa? Gotowa?! Na nic nie byłam gotowa, na pewno nie na takie informacje.

INFO
Chlamydia pneumoniae to bakteria wywołująca najczęściej zapalenie płuc. Łatwo ją pomylić ze zwykłym wirusem. Bez nowoczesnych technik labolatoryjnych jest trudna dla studiowania studentom medycyny. To bakteria wewnątrzkomórkowa, która atakuje komórki organizmu i jest bezwględnym pasożytem, co oznacza, że sama nie dostarcza sobie energii, więc żeby ją mieć przejmuje energię komórek w naszym ciele, pozostawiając komórki człowieka mniej fukcjonalne. Trzecia forma utajona rozprzestrzenia się zarażając inne tkanki nerwowe, mózgu, mięśni, naczyń krwionośnych, nerek, watroby a nawet komórek systemu odpornościowego organizmu, makrofagi. W ten sposób szeroki zakres problemów może być spowodowany przez jeden błąd. Na podstawie badania surowicy krwi dowiadujemy się czy i w jakiej ilości występuje u nas przeciwciała w klasach IgG, IgA i IgM. Więc moje wyniki nie były zbyt dobre. Przewlekła infekcja.



IS NOT EASY
CPN (skrót od chlamydia pneumoniae) zawiera co najmniej dwa endotoxinsi (toksyczne substancje chemiczne), które powodują uszkodzenia tkanek i inflammationi, przewlekła aktywacja układu odpornościowego i toksyczne obciążenie w organizmie. Zabijania CPN uwalnia duże ilości tych endotoksyny, zwana reakcją die-off, dzięki czemu leczenie jest niewygodne. Jedynym sposobem, aby to leczyć, to podjąć połączenie kombinacji protokołów antybiotykowych, aby zabić go we wszystkich jego fazach życia, więc nic nie pozostawić do ponownego zainfekowania. To może zająć dużo czasu, w zależności od obciążenia CPN w systemie, organy zainfekowane i inne zmienne. Typowe leczenie 1-3 lat nie są niczym niezwykłym. Jakie 3 lata? Na pewno na tyle się nie zgodzę. Będę NIEUSTĘPLIWA w pokonywaniu tej bakterii.
Leczenie nie należy do najprostszych. Antybiotyki, które będą brać, nie dają gwarancji, że całkowicie zabiją bakterią. Niestety CPN potrafi "uciekać" i rozmnażać się w innej części organizmu człowieka. Trzeba tak trafić z antybiotykiem by zabić utajoną formę CPN. Podczas brania  leków mogę odczuwać zmęczenie, nudności, bóle mięśni. Mój układ odpornościowy będzie próbował sie oczyści, zabijając przy tym czasem zdrowe komórki. Jak na razie czeka mnie od 3 do 6 miesięcy leczenia.

OBJAWY
Prawdopodobnie mam zainfekowane mięśnie. Bóle stawów międzykręgowych, stąd te bóle kręgosłupa w odcinku lędźwionym i narządu rodnego (torbiele na jajnikach i endometrioza). Do tego chroniczne zmęczenie, potrafię spać po 12h na dobę a budzę się jakbym spała tylko 3h. Ciągły stan podgorączkowy 37,5 lub 38. Zawsze mi się wydawało, że często się przeziębiam, teraz przynajmniej wiem dlaczego. Nawracające bóle brzucha i w okolicach wątroby. Trętwienie rąk. I więcej objawów nie chcę mieć!

Dziękuję Bogu, że to nie rak, białaczka itp. I wiem, że On tak naprawdę uchronił mnie przed gorszymi skutkami tej choroby. Została wykryta w porę więc nadzieja na zwycięstwo jest. Jednak wiem, że ta bakteria może siać spustoszenie w moim organizmie. I trochę już sieje. Co ja zrobię? Mam płakać i użalać się nad swoim losem? Na pewno nie! Szok informacyjny o stanie mego zdrowia powolij spada, więc biorę się do walki. Na szczęście nie jestem sama w tej walce. Wiem, że wygram, no nie ma innej opcji.

czwartek, 4 grudnia 2014

News za newsem


Zaczęło się z grubej rury. Ból kręgosłupa, rwa kulszowa, poraz trzeci w ciągu 1,5 roku. Na początku myślałam, że to ze względu na moją pracę są takie problemy z kręgosłupem, jednak z każdym badaniem rzeczywistość okazywała się inna. Kolejna wizyta na pogotowiu bo ból kręgosłupa był nie dozniesienia. Ketonal i oczywiście powrót do domu. Wizyta u lekarza rodzinnego. Kolejne zatrzyki przeciwbólowe, witamina B12 (kto ją dostawał, wie jak ona boli). Trzeba było zrobić badanie rezonansu magnetycznego, na NFZ czekasz 6 miesięcy; prywatnie 500zł. Czy na zdrowiu warto oszczędzać - pewnie, że nie! Jednak trzeba mieć taką gotówkę by móc zapłacić prywatnie. Oczywiście nie mogłam sobie pozwolić na czekanie, chodziło przecież o to by zrobić zdjęcie kręgosłupa w stanie mego zdrowia w danym momencie, czyli wtedy kiedy leżę przykuta do podłogi i nie mogę się ruszyć. 

Dzięki Bogu! znaleźli się dobrzy ludzie, którzy zapłacili za moje badania. Więc rezonans zrobiony i te oczekiwanie, co będzie na zdjęciu i nadzieja, że będzie dobrze. Odbiór wyniku i szok. Opis sytuacji kręgosłupa tak średnio co zrozumiałam, lecz pod spodem adnotacja: torbiel/guz na jednym z jajników - pilna konsultacja ginekologiczna.

Panika! O co chodzi? Jaki torbiel, guz? Skąd? Jak to możliwe? I wiele innych pytań, które po drodze się pojawiły. W takich chwilach ważne, że masz przy sobie ludzi, którzy trzeźwo patrzą na sytuację i potrafią Cię uspokoić. Zapamiętaj - miej takie osoby przy sobie, które może czasem w dość brutalny sposób, bez współczucia, sprowadzą Cię do pionu. Dzięki temu nie zwariujesz.

Więc kolejna prywatna wizyta, kolejna kasa z konta znikła. Oczywiście pozytywne nastawienie przed wizytą, przecież musi być dobrze nie?! No i po badaniu, rozmowa, Tak jest torbiel, ale nie jeden tylko dwa. Jeden na jednym jajniku, drugi na drugim - ot tak, żeby było ciekawiej. Diagnoza - endometrioza. Skierowanie na badanie markerów nowotworowych. Kolejne oczekiwanie na wyniki. Chyba to oczekiwanie sprawia takie napięcie psychiczne, że człowiek nie wie co ma ze sobą zrobić, o czym myśleć, jak w ogóle egzystować. Skierowanie do szpitala na usunięciu guzów - termin lipiec 2015, bo przecież szybciej nie ma terminów. Wyników markerów - to nie rak! Dzięki Ci Boże!

Zapytałam o konsultację jednego z lekarzy ILADS (Międzynarodowe Stowarszyszenie Boreliozy i chorób towarzyszących) dr Krzysztofa Majdyło. Zobaczył moje wyniki, spytał o kręgosłup i stwierdził, że endometrioza nie bierze się znikąd, coś musi być jej przyczyną. Skierował mnie na konkretne badania. Kolejne pieniądze z konta, kolejne oczekiwanie. Wyniki miały być w ciągu tygodnia - można zwariować i robisz wszystko, żeby tylko o tym nie myśleć. Od początkowego stanu do otrzymania wyników minął miesiąc.

SMS od lekarza: Agnieszka masz przewlekłą infekcję chlamydia penumoniae.

WHAT????