sobota, 26 września 2015

FEVER


Chciałabym móc zaśpiewać jak w filmie "Them I get that Night Fever, Night Fever. We know how to do it. Gimmie that Night Fever, Night Fever. We know how to show it". i przetańczyć całą noc na parkiecie w przebraniu z lat 70 i niczym się nie przejmować. Choć o tym ten post nie będzie. Od dwóch miesięcy zmagam się z gorączką. Niby nic, a jednak coś. Lipiec, sierpień, wrzesień ... dzień w dzień budzę się z temperaturą przekraczającą 37 stopni. Na palcach  ręki mogę policzyć dni kiedy miałam 36,6 - książkową temperaturę ciała. Największa jak do tej pory temperatura wynosiła 38,1. A pewnie powiecie "a to tylko gorączka", tak gorączka, która trwa codziennie i trzyma cały dzień, nie spuszcza z tonu, gdzie normalnie  funkcjonujesz: idziesz do pracy, spotykasz się  z przyjaciółmi, służysz. Mogłabym wziąć wolne bo przecież mam gorączką, taaaa .... tylko to wolne to trwało by już 2,5 miesiąca. Jednak zacznijmy od początku. 

#Gorączka
Regulacja temperatury ciała stanowi ważny mechanizm zabezpieczający homeostazę. Utrzymanie właściwej temperatury ciała jest istotne dla m.in prawidłowego przebiegu procesów metabolicznych i niektórych procesów immunologicznych. Gorączka to podwyższona temperatura ciała ponad fizjologiczną normę. Dochodzi do tego na skutek przestawienia pożądanej temperatury ciała w podwzgórzu mózgu, które jest m.in. swoistym termostatem organizmu. Gorączka jest najczęściej odpowiedzią na stan chorobowy. Jej pierwotną funkcją jest ułatwienie zwalczania infekcji bakteryjnych, wirusowych i grzybiczych. 

I może wszystko było by OK, bo przecież od dziecka słyszysz "masz gorączkę, to dobrze, to znaczy, że organizm walczy z chorobą" było by to prawdą, gdyby moje gorączki trwały kilka dni do tygodnia a nie już 2,5 miesiąca. Coś jest nie tak ...


#Klasyfikacja gorączki
Są różne przyczyny występowania gorączki. Klasa pierwsza to czynniki zakaźne: grypa, tężec, toxoplasmoza. Druga grupa to gorączki wywoływane przez proces nowotworowy: białaczka, czerniak. Trzecia grupa to stany wywoływane przez zaburzenia immunologiczne: toczeń, sarkoidoza, choroby alergiczne. Czwarta grupa to gorączki o przyczynach endokrynologicznych, metabolicznych i polekowych. Piąta grupa stanowi inne rodzaje gorączek oraz takie o nieznanej przyczynie. 


#Przewlekła gorączka
Zgadnijcie w której ja się mieszczę klasyfikacji? ;) Pojęcie "gorączka nieznanego pochodzenia" jest umownym terminem określającym stany gorączkowe trwające dłużej niż 3 tygodnie, występujące u chorych u których nie udaje się ustalić ich przyczyny. Tak naprawdę jest problem by ustalić co się ze mną dzieje. Biorę przecież masę leków, większość to antybiotyki, które powinny niwelować gorączkę, jednak tak się nie dzieje.  Przewlekła gorączka może oznaczać, że mam jakiś stan zapalny w ciele, że coś z immunologią organizmu jest nie wporządku lub fakt, że mój organizm się poddał i nie chce już walczyć z chorobą.


#Co dalej?
Żyję dalej! Walczę dalej! Korzystam z każdej chwili, ciesze się każdym momentem. Nie jest łatwo funkcjonować z gorączką, a co dopiero żyć pełną parą. Jednak pomimo tego nie mam zamiaru skryć się pod kołdrą i użalać się nad swoim losem - mam 100% powody by to robić - jednak czy to coś zmieni, spowoduje, że gorączka zniknie? Nie! Więc wychodzą spod ciepłej kołdry, ubieram się, idę do pracy z uśmiechem na ustach, po pracy wypad na miasto, spotkania z przyjaciółmi ... dopiero wieczór przypomina mi, że cały dzień funkcjonowałam z gorączką, kiedy mój organizm mówi "dosyć, czas iść spać". Wiem, że JUTRO zacznę wszystko od początku. Nie poddaję się, walczę dalej, żyję dalej!













środa, 9 września 2015

URLOP


Był w końcu długi oczekiwany urlop. Pierwszy od 6 lat. Serio! 6lat nigdzie nie wyjeżdżałam, żeby odpocząć, wszelkie moje wyjazdy wakacyjne wiązały się z pracą wśród młodzieży, misjami, szkoleniami. Nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwał by tego urlopem ;) Urlop na który mój lekarz dał pozwolenie by odbył się bez leków - taka wolność! W tym roku razem z moją przyjaciółką zaplanowaliśmy trip po Polsce. W ramach #CudzeChwalicieSwegoNieZnacie - mój pomysł na akcję z hashtag. Taka zdolna ;)



Pierwszy przystanek KRAKÓW. Jak ja lubię to miasto. Zakochana jestem w Kazimierzu - niesamowita żydowska dzielnica miasta, która zachwyca za każdym razem. Oczywiście Kraków to też spotkania ze znajomymi, wspólne pogaduchy, wygłupy. To czas zwykłego chillowania bez śpieszenia się gdziekolwiek. Jędrek (mój znajomy ze zdjęcia)  zaprowadził nas do Zajezdni tramwajowej - gdzie starą zajezdnię, ktoś bogaty przerobił na fajną restaurację z letnim ogródkiem, gdzie można posiedzieć, pogadać i wsłuchiwać się w klimat miasta. Polecam tą miejscówkę. 


Kolejny przystanek ZAKOPANE. Tu miałyśmy z Monią super miejsce do noclegu - Leśny Dworek! Klimat miejsca góralsko-ekskluzywny. Byłam pod wrażeniem miejsca i tego, że przez 3 dni będziemy się rozkoszować klimatem gór i Leśnego Dworka, dodam tylko, że w hoteliku była Leśna Grota - miejsce z sauną i jacuzzi do naszej dyspozycji - żyć nie umierać! Pierwszy wieczór to wypad na Krupówki. Nie być na Krupówkach, to jak być w Sopocie i nie być na Monciaku :P Oczywiście multum ludzi różnej narodowości. Wypad do restauracji na obiad gdzie dodatkiem koniecznie oscypek plus spotkanie z kumplem, którego nie widziałam 8 lat (Denis, pozdrawiam). Tak minął pierwszy dzień w stolicy gór.


Pobudka z samego rana, śniadanie na tarasie z widokiem na góry i wyprawa na busa, który nas zawiezie pod wejście na Morskie Oko. W drugim dniu zmierzyłam się z wejściem na Dolinę Pięciu Stawów. Zastanawiałam się czy fizycznie dam radę pomimo choroby i problemu z płucami. Więc zaczęła się wspinaczka. Tempo miałam niezłe. Słońce grzało, więc jak tylko napotkałam na drodze strumyk od razu w nim moczyłam koszulkę, dla ochłody. Wejście na Dolinę zajęło nam w sumie 3h. Nie miałam problemu z oddychaniem, nie bolały mnie mięśnie, wręcz przeciwnie czułam się wyśmienicie. Bycie nad samą Doliną spowodowało pewne przemyślenia, stąd moje zdjęcie jako zdjęcie tytułowe. Siedząc tak tuż przy stawie, widząc jaki niesamowity kolor ma woda, jak na około mnie rozciąga się krajobraz, jakby malarz malował go przed chwilą ...i myśl, jak ludzie mogą to podziwiać i nie dostrzegać w tym ręki Boga? Przecież nic tak pięknego, o tak niesamowitym kolorze, kształcie wygląda jak dobrze przemyślany krajobraz, precyzję co do milimetra, a nie dzieło jakiegoś przypadku. Będąc tam w górach zrozumiałam jak wielki i potężny jest Bóg. Jeśli nie było dla Niego problemem by stworzyć coś tak zapierającego dech w piersiach, to nie będzie też problemem by dotknąć się mojego ciała i mnie uzdrowić. Nie ma dla Niego nic niemożliwego! Zejście z Doliny Pięciu Stawów było gorsze niż wejście na nią ale i tak byłam z siebie dumna. Pomimo choroby udowodniłam sobie, że mogę jeszcze korzystać z życia i żadna chlamydia mnie nie powstrzyma. Tego samego dnia z Monią zrobiłyśmy wypad do Aqua Parku -  nie zrobił nie wiadomo jakiego wrażenia, ale pływać w basenie geotermalnym z widokiem na Giewont to niezapomniane wrażenia, szczególnie gdy nad Giewontem zachodziło słońce. 


Kolejny przystanek WARSZAWA. W drodze z Zakopanego do 100licy ciągle prawie spałam, jednak wejście na szczyt trochę wyczerpało mnie z sił, trochę to wpłynęło na mój organizm. Cieszyłam się jednak z wyprawy do Warszawki, wiedziałam, że tam spotkam się z bliską mi osobą (Kasia, ściskam mocno). Więc dotarliśmy do 100licy i mieszkania Kasi. Wspólne pogaduchy, opowieści o wakacjach, życiowych rozterkach, takie zwykłe babskie chwile. Na kolejny dzień mieliśmy zaplanowane wypad na miasto z wieczornym koncertem nad Wisłą. Zapomniałam tylko, że z tą chorobą to za bardzo nie ma co planować. W nocy już się przebudziłam bo nie za dobrze się czułam. Jednak miałam nadzieję, że do rana mi przejdzie. Jak bardzo się myliłam. Ranek okazał się koszmarem. Nie mogłam się ruszyć, byłam rozpalona, było mi nie dobrze, a mięśnie tak bolały, że jedyne co miałam ochotę to je powyrywać ze swojego ciała. Byłam zła, że ostatnie chwile na urlopie spędzę w łóżku. Spałam prawie cały dzień. Budziłam się na krótkie chwile rozmowy, ale tak po 5min potrafiłam odlecieć w świat snu. Zwykłe dojście do toalety powodowało  nieziemski ból i robiłam malutkie kroczki, bo na większe możliwości chodzenia nie miałam co liczyć. Dziewczyny okładały mnie zimnymi ręcznikami, by zmniejszyć ból i zmniejszyć gorączkę, ale ręczniki schły na mnie w 10min. Byłam wściekła na chorobę, że psuje mi i moim znajomym plany. Jednak dziewczyny okazały się tak kochane, że po prostu zostały ze mną. Opiekowały się mną. Po prostu były przy mnie. Mieć takich przyjaciół to SKARB!

Tak minął mi mój krótki urlop. Cieszę się, że bez leków, mogłam odpocząć od codziennych dzwonków w telefonie z przypomnienie "czas wziąć leki", od odczucia nudności, braku koncentracji, zamulenia po każdej dawce leków. Choroba tak  mnie trochę dopadła, ale i tak uważam urlop na mega udany. Wiele mogłam zobaczyć, pokonałam swoje słabości, udowodniłam sobie, że wiele mogę pomimo choroby. Nie chcę by chlamydia była jakimkolwiek wytłumaczeniem na cokolwiek. Mogę mieć zły dzień, ale nie zrezygnuję z ŻYCIA!