środa, 14 stycznia 2026

Count your blessings

 


Naucz nas dobrze liczyć nasze dni, Aby nasze serca mogły zyskać mądrość!

Psalm 90;12 (SNP)


Słowa te pochodzą z najstarszej księgi świata i ciągle najbardziej  popularnej jaką jest Biblia. I czemu się do nich odnoszę? 

To prośba człowieka (mnie) do Boga bym żyła świadomie, pamiętając o tym, że czas jest ograniczony i chcę móc nauczyć się cieszyć się każdą chwilą. I chcę pamiętać o tych chwilach. Chyba to jeszcze ma dla mnie mocniejszy wydźwięk - pamiętać. Nadawać wartości każdemu dniu. 

"Dobrze liczyć" znaczy:

  • żyć mądrze
  • cieszyć się z dobrych rzeczy, które Cię spotykają
  • nie odkładać tego co ważne na później
  • widzieć i mieć sens życia oraz jego cel
  • używać CZASU odpowiedzialnie (nie marnować minut na bezsensowne rzeczy)
  • umieć zrobić przerwę, odpocząć, nie spalić całego życia na ciągłym zabieganiu i robieniu rzeczy na wczoraj
  • mieć świadomość, że nie każda relacja trwa wiecznie i niektóre są tylko na sezon
  • wybierać to co daje długofalowe dobro a nie tylko chwilową przyjemność (choć nie piszę, że one są nie ważne)
Jednak człowiek jest tak dziwnie skontruowany, że bardziej pamięta ta złe sytuacje, momenty, niż dobro które je spotyka. Jakbyś chciał sam się dobić niż uleczyć. Niestety złe sytuacje dotykają naszego poczucia bezpieczeństwa i sensu i włącza się nam naturalnie mechanizm przetrwania - więc to bardziej odbija się na Twojej psychice i dłużej to pamiętasz. 

Dobra codzienność bywa cicha. Jest spokojna, powtarzalna, czasem mało spektakularna. Chcę zauważać dobre rzeczy, które mnie spotykają. Chcę móc je zapamiętać, chcę o nich wiedzieć. Chcę świadomie zatrzymać dobre chwile. Jak to zrobić? Kupiłam sobie słoik, do którego wrzucam karteczki. Na każdej kartce jest data oraz krótki opis tego co się wydarzyło. Na przykład: odwiedził mnie mój brat i razem zjedliśmy kolację (mieszkamy w różnych miastach w Polsce, więc wspólna kolacja to dla nas rzadkość). Więc co zrobiłam? Zapisałam datę, co się wydarzyło, złożyłam karteczkę w kwadrat i wrzuciłam do słoika. 

31 grudnia 2026 roku wezmę ten słoik, wysypię karteczki i zacznę czytać. Będę wspominać o tym co dobrego się wydarzyło. Będę dziękować za to co się wydarzyło i chcę wierzyć w to, że ilość dobrych rzeczy, momentów będzie o wiele większa niż tych złych. 

Tak będę się uczyć liczyć dobrze moje dni.




Piosenka do tekstu: Count your blessings

wtorek, 6 stycznia 2026

Stranger Things ERA

 


1 stycznia 2026 zakończyła się pewna era. Era serialu Stranger Things na Netflixie. Czy byłam jedną z tych osób, które czekały do drugiej w nocy by obejrzeć finałowy odcinek? No pewnie, że nie ;) Ja byłam jedną z tych osób, która postanowiła iść spać, a rano nie odpalając żadnych social mediów ( by uniknąć spojlerów) odpalić TV by przy noworocznym śniadaniu z kawą z przelewu oglądać na spokojnie odcinek. I powiem wam to była bardzo dobra decyzja. Byłam wyspana - punkt dla mnie i mojego organizmu, Netflix się nie crush'ował i można było w ciszy poranku przeżywać emocje ekranu. 

Czy finałowy odcinek mnie rozczarował? Nie. Zupełnie nie. Widziałam, że wiele osób miało pretensje o to "jak szybko zginął Vecna". Ja nie uważam, że szybko; trzeba było 10 lat i 5 sezonów by zginął ;) Po drugie rozumiem koncept, że jedynym miejscem w którym można było go zlikwidować  to właśnie ta dziwna pustynia gdzie był połączony z Mind Flayerem i to, że zrobili to razem, że sama Eleven nie wystarczyła. Trzeba było całej drużyny tak jak chyba przystało na grę Doungeons & Dragons. I to są takie emocje jakie oczekujesz oglądając jeden ze swój ulubionych seriali. 

Ten serial trwał 10 lat. Jak sobie pomyślę ile w ciągu 10 lat wydarzyło się w moim życiu (sic!). Oglądając też aktorów, grających główne role, jak oni się zmienili, jak dojrzeli,  jak wydorośleli - wiesz, że minęło wiele lat. I dlatego chyba ten finałowy odcinek budził wiele emocji wśród fanów, ale też we mnie. Pamiętam jak zaczynałam pierwsze odcinki - byłam zafascynowana samym pomysłem na serial i grą wtedy jeszcze dzieciaków. Potem kolejne sezony. 

I chyba największy efekt zrobił na mnie sezon czwarty. Muzyka w serialu, lata 80, neony, kolory użyte w obrazie, stylówki. No miałam wrażenie, że ktoś mnie transportował w przeszłość ;) plus do tego odpalanie odcinków na Netflix Party, gdzie mogłam z kumplem z drugiej części polski oglądać ten sam odcinek i na  bieżąco komentować co się dzieje. Jeeeejjjuu opowiadam o tym jak bym miałam już z 70 lat ;) ale dlatego też, uważam, że kończy sie pewna era. Bo to jak wiele też się zmieniło w tym czasie na świecie, jak wiele w tym czasie się zmieniło w moim życiu, powoduje, że włącza mi się sentymentalny vibe :)

Więc 1 stycznia skończyła się dla mnie pewnie era. 

Mój ranking serialu względem sezonów:
  1. Sezon 1
  2. Sezon 4
  3. Sezon 3
  4. Sezon 5
  5. Sezon 2
Serial niósł ze sobą też muzykę. I pewne utwory chyba już zawsze będą mi się kojarzyć z tym serialem(kolejność przypadkowa):
  1. Never Ending Story - za każdym razem się uśmiecham jak słyszę ten utwór - szczególnie jak przypomnę sobie reakcję paczki, kiedy Dustin i Suzie zaczęli śpiewać. Plus - znowu sentymentalny vibe - piosenka z filmu mego dzieciństwa
  2. Kids - ścieżka dźwiękowa, która tak mocno odzwierciedla vibe tego serialu
  3. Running Up That Hill - kultowa muzyka 4 sezon, która tak wiele opisuje emocji i nastroju
  4. Purple Rain - luuuudzie słucham tego codziennie od 1 stycznia (!), idealnie dopasowany utwór do pożegnania oraz flashback'ów związanych z relacją Mike i Eleven
  5. Heroes- "we can be heroes, just for one day"
  6. Should I stay or Should I Go - kod Morse'a i sezon 2
  7. End of Beginning - ta piosenka, nigdy nie była użyta w serialu, ale że wykonują ją Steve (Joe Keery) to jednak chyba wszystkim i tak się kojarzy z vibem Strangerów - przynajmniej ja tak mam
To są chyba moje fav utwory, przy których mam dobre wspomnienia i jak je słyszę to od razu mam w głowie urywki z serialu. 

I na sam koniec. Z prawie każdej sztuki można wyciągnąć przesłanie dla siebie, jeśli dobrze się wsłuchasz w to co druga strona (ha!) ma do powiedzenia. Ikoniczna scena rozmowy Hoppera z Mikiem i myślę, że słowa, do których ja będę często wracać w swoim życiu. Dlaczego? Ponieważ mam tendecję do obwiniania się, to brania na siebie odpowiedzialności za cudze decyzje i błędy:

"What happened is not your fault. The way I see it, you got two roads ahead of you. 
You got one road where you keep blaming yourself for what happened. You keep going over in your head over and over had you could have done differently. You push people away and you suffer because that's what you think you deserve. 
And then there's another road when you find a way to accept what happened. Find a way to accept her choice. Doesn't mean you gotta like it. Doesn't mean you gotta understand it. Never think about it. You just accept it. You live the best goddamn life you can".

Są pewne sytuacja w Twoim życiu, na które nie masz wpływu, ale to JAK NA NIE ZAREAGUJESZ to już totalnie zależy od Ciebie. Jeśli mam na coś wpływa, chcę móc podjąć jak najlepszą decyzję, ale jeśli nie mam na to żadnego wpływu i dzieją się rzeczy dla mnie totalnie nie zrozumiałe, chcę w tym roku mieć inne podejście. Takie by wziąć z danej sytuacji to co dobre dla mnie. Takie by nie brać na siebie poczucia winy za decyzje innych. Takie by pomimo bólu, iść dalej, brnąć do przodu i pozwalać temu co czuje kształtować mój charakter. Takie by mimo zła, starać się zobaczyć światło w tunelu. Takie by na koniec móc sobie powiedzieć - ej laska! wykonałaś nieziemską robotę - bądź z siebie dumna. 

I kto by pomyślał, że z taką rozkimną wkroczę w 2026 roku po obejrzeniu finałowego odcinku jednego z moich fav seriali. 

niedziela, 4 stycznia 2026

Zaczynamy "OdNowa"


 Rok 2026. Od prawie 9 lat nie pisałam nic na tym blogu. Po prostu nic. Zaczynam OdNowa i tak,  specjalnie tak napisałam to słowo. Dlaczego? Bo możesz je sobie sam zinterpretować (śmiało daj znać co myślisz) i bo ma dla mnie dwa znaczenia. Pewnie zastanawiasz się jakie, już tłumaczę. 

Mogę właśnie zacząć od nowa prowadzić swój blog i dzielić się tym co się dzieje w życiu, co się dzieje w wielkim mieście jakim jest Warszawa - ah tak, mieszkam w WWA; co się dzieje w moim świecie na Mordorze (nazwa stworzona przez korporacyjny warszawski slang), gdzie pracuję. Mogę zacząć od nowa dzielić się "życiem" w taki sposób w jakim ja chcę. A co tutaj będzie? Mhhmm zastanawiam się nad kilkoma kwestiami, ale nie chcę niczego ani wam ani sobie obiecywać. Zobaczę co życie przyniesie. Zobaczę jaki to będzie rok, jakie tak naprawdę będę kolejne dni. 

Po prostu nagle coś mnie tknęło by zacząć pisać, by znów zacząć pisać. Co z tego wyjdzie to nie wiem, ważne chyba by zacząć i zobaczyć dokąd kolejne kroki mnie zaprowadzą. 

Drugi znaczenie - mogę też przeżyć odnowę. Odnowę umysłu, odnowę ciała, odnowę ducha. Jest nowy rok, więc czemu nie zacząć od zera? Czemu nie zacząć pewne rzeczy, ludzi, sytuację odcinać ze swojego życia i wprowadzić do niego odnowę. A czemu tego potrzebuję? Bo rok 2025 mnie rozjechał jak buldożer, który przesuwa gruz, równa teren. Ja zostałam tak zrównana z ziemią. A grudzień ... o ludu grudzień, jeden chyba z trudniejszych emocjonalnie miesięcy - choć wiele takich miałam w poprzednim roku (sic! jak dziwnie pisać, że 2025 to już poprzedni rok). 

Jak zawsze gdy zaczyna się nowy rok, wszędzie, dosłownie wszędzie zasypują nas "noworocznymi postanowieniami". Nie cierpię noworocznych postanowień, bo tak naprawdę już w lutym się okazuje, że nie mają sensu - bo życie tak Cię weryfikuje, że trzeba zmienić postanowienia. Bo zawalasz już jedno z wielu  postanowień i zaczyna cię łapać frustracja, złość i bezsensowność Twoich własnych założeń. Bo co to człowiekowi już na sam początek roku? Ja w tym roku zdecydowałam się na coś nowego. Nie będą to noworoczne postanowienia, ale pewnie pytania, które chcę sobie zadawać każdego miesiąca. Te pytania maja mi pomóc zmierzać do celów i marzeń - bo przecież każdy z nas ma coś co chciałby osiągnąć w swoim życiu. 

Pytania:

  1. Kim chcę się stać?
  2. Jaki nawyk powinnam sobie wypracować?
  3. Jakiego nawyku muszę się całkowicie pozbyć?
  4. Przed kim się rozliczam ze swoich postaw, zachowań? Kto jest strażnikiem tego, kiedy skręcam w złym kierunku?
  5. Czy to kim chcę być i co chcę osiągnąć w swoim życiu jest konkretne, mierzalne i osiągalne?

Tym właśnie chcę się kierować w tym roku. W każdej sytuacji w jakiej się znajdę, w emocjach jakie będą mi wtedy towarzyszyć, chcę móc umieć odpowiedzieć sobie na powyższe pytania i nie mieć do siebie pretensji jak coś nie wyjdzie. Zobaczyć co w danym miesiącu mnie spowalnia (zły nawyk) a co dodaje mi skrzydeł (dobry nawyk). Mieć osobę/osoby przed którymi będą mogła być transparentna, którzy będą potrafili powiedzieć dobre słowo, ale też "walnąć mi kazanie" kiedy będzie trzeba. I na koniec nie wyznaczać sobie rzeczy, zmian, celów, które nie są osiągalne bo tylko takie coś doprowadza mnie osobiście do frustracji własną osobą i złymi myślami o sobie. Nie chcę tak. Małymi krokami do celu, a nie skokami nad przepaścią. 

Sytuację w naszym życiu nie mają nas dobić i wbić w ziemię; choć próbują, ale mają nas czegoś nauczyć. Chcę z tego roku jak najwięcej wziąć dla siebie i swojego rozwoju, by stać się lepszych człowiekiem. 

By być ECHEM DŹWIĘKU NIEBA. 

Tego wam właśnie życzę w Nowym Roku.