No i zaczęło się na nowo. Leczenie. Tabletki.
Zaczęłam leczenie Toxocary. Na razie z chlamydią i mycoplasmą mam poczekać do kolejnych wyników. Będę brała tabletki w pulsach. Czyli 10 dni brania, potem 21 dni przerwy, 10 dni brania, znów 21 dni przerwy, 10 dni brania i wtedy badanie krwi, czy dalej Toxo występuje w moim organizmie,
Więc zaczęłam brać Vermox. To taka tabletka, która ma wybić larwy Toxocary-czyli tak zwany lek pasożytniczy. Jak w każdym z leków mogą występować działania niepożądane. Takie jak biegunka, ból brzucha, zawroty głowy i reakcje uczuleniowe.
U mnie już podczas drugiego dnia przyjmowania leków zaczęły się nudności i trochę problem z koncentracją. Biegunka zaczęła się już od 1 dnia przyjmowania leku. Poinformowałam lekarza, że już mam jakieś reakcje na lek, a on potwierdził tylko to co się domyślałam. Że tych larw w organizmie mam dużo, skoro już drugiego dnia wystąpiły reakcje, Choćby nie wiem co, trzeba wytrzymać cały puls - czyli 10 dni. Nie jest łatwo, na serio nie jest. Nudności coraz większe, zawroty głowy. Koncentracja coraz słabsza i zmęczenie totalne. Na nudności jedyne co mi pomagało to Pepsi. Dotrwałam do 10 dni. Hura! Dzielna byłam. Czasem walka o zdrowie jest ważniejsza niż stan jaki jest w jej trakcie.
Weekend miałam dość intensywny, ale za to bardzo dobrze go wspominam. To były już dwa ostatnie dni brania Vermoxu, więc tym bardziej się cieszyłam, że pierwszy puls jest za mną. W sobotę wieczorem trochę gorzej się czułam, ale na szczęście ze znajomymi oglądaliśmy film, więc mogłam się zapaść w fotel i odpocząć.
Poniedziałek, pierwszy dzień bez leku. Ulga. Choć od rana jakoś tak dziwnie się czułam. Niby słabo, ale nie na tyle by zostać w domu. Myślałam, że może lekko zmęczona jestem. W pracy byłam lekko blada, posiedziałam chwilę przed kompem i nagle oblał mnie tak zwany "zimny pot" i czułam, że coś jest nie tak. Na szczęście pracuję w Centrum Medycznym więc od razu swoje nogi skierowałam do gabinetu zabiegowego. Doszłam do drzwi i powiedziałam mojej koleżance, że źle się czuję. Wiem, że mi odpowiedziała ale co się potem działo to nie pamiętam. Zemdlałam. Urwał mi się film. Zaczęłam coś kontaktować jak mnie posadzili na wózku i zawieźli do gabinetu. Dostałam kroplówki wzmacniające a potem odwieźli mnie do domu. W domu po prostu poszłam spać. Oczywiście mój lekarz poinformowany o całym wydarzeniu.
Dzisiaj piszę do mojego lekarza sms, że potrzebuję recepty na Vermox na kolejny puls. On mi odpisuje "Aga czy Ty jesteś gotowa? Ostatni puls skończył się omdleniem".
Nie wiem czy jestem gotowa. Wiem, że chcę wyzdrowieć.


