poniedziałek, 27 lutego 2017

Infekcja


Infekcja, już trzecia w tym roku. Nie pisałam o tym, ale Nowy Rok powitałam grypą - gorączka, katar, ból w płucach. Bo jakimś czasie przyszła kolejna, a w środę powitała mnie trzecia partia. Tylko doszło teraz zapalenie krtani, w czwartek obudziłam się totalnie bez głosu. Nic nie mogłam powiedzieć, a jak już musiałam odpowiadać na pytanie mojego lekarza, to brzmiała jak Dzwoneczek z bajki Piotruś Pan (próbowaliście kiedyś zrozumieć co ona mówiła? ja próbowałam, nigdy nie rozumiałam co mówi). Tak w czwartek było ze mną. Nie należę do osób milczących, nie gadających, wręcz przeciwnie, a tu ....cisza. Pierwsza dwa dni były spoko, ale potem ...tak jakoś dziwnie, nic nie mogąc mówić. Myślałam, że może dostanę jakiś antybiotyk, ale mój lekarz stwierdził (oczywiście żartem) przez dwa lata brałaś antybiotyki, an pewno w organizmie Ci zostały więc sobie poradzą ;) Spojrzałam na niego wymownym wzrokiem, bo oczywiście dostałam zakaz mówienia przez najbliższe dni. A tak serio mówi - niech Twój organizm sam powalczy z chorobą, niech zacznie walczyć o siebie. No dobra - pomyślałam sobie, trzeba tylko jakoś sobie pomóc. 

Jak zwykle każda babcia na przeziębienia poleca rosół, ciągły pobyt w łóżku, herbatka z cytryną, miodem, imbirem. Ja nie za bardzo przepadam za rosołem, za to bardzo lubię barszcz. Niestety moja babcia mieszka daleko, więc sama sobie musiałam zrobić zupkę. Wyszła mi pyszna! Aż ta cecha skromności ;)


Oto proporcje (według miarek z Ikea):
  • garnek taki na 1- 2l
  • 2 - 3 starte buraki
  • 3 liście laurowe
  • 1 kostka warzywna winiary
  • 6 x 1ml majeranku
  • 9 x 1ml cukru
  • 1 x 1ml pieprzu (no troszkę mniej niż całość)
  • 1 x 1ml czosnku (w proszku)
  • 2 x 1ml soli himalajskiej (jest zdrowsza, niż zwykła, ale jak nie masz himalajskiej, to użyj zwykłej)
  • 1 x 1ml rozmarynu
  • 1 x 1ml papryki słodkiej
  • wszystko zalewamy wodą, prawie do pełna garnka
  • gotujesz, aż zobaczysz, że starte buraki miękną (najlepiej gotować na mniejszym ogniu)
  • ja lubię barszcz oczywiście z uszkami, ale w domu miałam tylko ryż i ziemniaki, więc gotowałam to na zmianę
Jednak jakie właściwości mają buraki. O tym właśnie skrobnę kilka słów. 

Burak ma naprawdę właściwości lecznicze. Zawdzięczą ją betalainom - barwnikom, które występują również w szpinaku. Barwniki te są silnymi przeciwutleniaczami i czterokrotnie zwiększają przyswajanie tlenu przez komórki. Dzięki nim mamy lepszą odporność (tak ważne w każdej infekcji), wolniej się starzejemy (ooo! jak się przyda), obniża ciśnienie krwi i dodaje sił. Buraki są bogatym źródłem żelaza mają też działanie wykrztuśne, pomagają więc przy kaszlu. Oczyszczają też jelita z toksyn. Wspomagają pracę wątroby oraz pracę serca, dzięki kwasu foliowemu, który usuwa z krwiobiegu homocysteinę - jej wysoki poziom, może powodować choroby serca. 

Wartości odżywcze w 100g surowych/ugotowanych
  • energetyczna 43/44 kcal
  • białko 1.61/1.68 g
  • tłuszcz 0.17/0.18 g
  • węglowodany 9.59/9.96 g
  • cukry proste 6.79/7.96
  • błonnik 2.8/2.0g
Witaminy:
  • C 4.9/3.6
  • B6 0.067/0.067
  • kwas foliowy 109/80
  • A 33/35
  • E 0.40/0.04
  • K 0.2/0.2
Minerały:
  • wapń 16/16mg
  • żelazo 0.80/0.79mg
  • magnez 23/23mg
  • fosfor 40/38mg
  • potas 325/305mg
  • sód 78/77mg
  • cynk 0.35/0.35mg
Tyle wartości odżywczych, witamin, minerałów. Wzmacnia odporność, przeciwdziała wirusom. Więc dlaczego zawsze na przeziębienia podaje się rosół??

Mam nadzieję, że będzie wam smakować. Smacznego! 

Wracam do zdrowia ;) wy też się trzymajcie!








 








niedziela, 19 lutego 2017

Kolejne badania i 10 000


Wiem, wiem dawno nie pisałam. Trochę się działo. Człowiek obiecuje sobie, że będzie systematyczny w opisywaniu rzeczy jakie się dzieją, ale potem wychodzi jak zwykle. Czyli nic nie wychodzi. 
No ale cóż, trzeba stawić temu czoła i mimo wszystko starać się choć coś skrobnąć. Wybaczcie mi brak ciągłości. 

Otóż trochę minęło od mojego pobytu w szpitalu. Jeszcze przed szpitalem, po powrocie z Izraela miałam robione badania. Nie opisywałam wyniku, gdyż po 3 miesiącach miałam mieć robione je raz jeszcze. Pobyt w szpitalu tak wypadł po środku tego czasu. 

Miałam robione badania krwi na chlamydie pneumoniae i mycoplasme pneumoniae w klasach IgG, IgA, IgM. Dalej jestem chora, ale wiele objawów już ustąpiło. Więc od września nie biorę już antybiotyków. Biorę za to dalej suplementy i witaminy. Trzeba dalej odbudowywać odporność organizmu. Oczywiście od września odczekałam 3 miesiące by zrobić te same badania i zobaczyć, czy sytuacja nie pogarsza się bez leków. Wyniki wyszły prawie takie same, więc decyzja mojego lekarza, że dalej pozostaje bez leków. Oczywiście za kolejne 3 miesiące zrobimy znów te same badania. Niestety muszę się kontrolować jeszcze przynajmniej przez rok albo i dłużej. Powiem wam to mega błogosławieństwo być już bez leków. Jak sobie przypomnę jak się po nich czułam, a raczej nie czułam ...to uważam, że po dwóch latach wychodzę na prostą. Walka jeszcze trwa bo czuję to po swoim organizmie jak jeszcze walczy z chorobą i jej skutkami. Jednak ta walka jest jak kolejny wschód słońca, który mówi o nowym dniu. Bo każdy nowy dzień może być moim ostatnim dniem kiedy walczę, a potem już tylko powitanie całkowitego zwycięstwa. 

Więc na trochę małe podsumowanie mnie naszło. Zjadłam 10 800 tabletek. Pobrano mi nawet nie wiem ile litrów krwi. Odwiedziłam przeróżnych lekarzy. Wykonano mi przedziwne badania, a o niektórych w życiu nie wiedziałam, że istnieją. Nauczyłam się obserwować swój organizm i wsłuchiwać się w to co ma do przekazania. Zaczęłam coraz więcej uwagi zwracać na to co jem (uwierzcie mi, kiedyś było o wiele gorzej ze mną w tym temacie), co jest napisane na etykietach produktów, jak wyżywienie może pomóc w walce z chorobą, a co mu szkodzi. Dowiedziałam się jak można sobie dopomóc suplementami.  A co chyba najsmutniejsze - wydałam na leczenie przez te dwa lata 20 000zł!!!! To jest jakaś kosmiczna suma. Jak sobie pomyślę, gdzie za taką kwotę mogłabym polecieć, zobaczyć, zwiedzić ...to aż trochę smutno się robi. Ta suma tyczy się badań za które płaciłam, wizyt u lekarzy oraz co miesięcznego leczenia. I wiem, że miałam takie pieniądze na leczenie DZIĘKI ludziom, którzy mnie wspierali, byli przy mnie i często po prostu dawali to co mogli mi dać - czas, rozmowę, spotkanie, pieniądze, prezenty, swoją obecność. 

To niesamowite wiedzieć, że w chorobie NIE JESTEŚ SAM. Ja nigdy nie byłam.