niedziela, 21 czerwca 2015

Przerwa, part III



Nadszedł moment, którego się trochę obawiałam. Kolejna przerwa w braniu leków. Jak wiecie z poprzednich postów, są plusy i minusy z odstawienia leków. Minus tak, że choroba może sobie "poszaleć" bo nic jej nie przeszkadza, plus taki, że cały organizm odpoczywa od walki z bakterią i ciężką dawką leków.

Zaczęło się w niedzielę, złe samopoczucie, wyższa gorączka. Próbowałam się trzymać, tym bardziej, że byłam akurat na Garden Party Kasi i Mateusza (mega wielkie gratulacje z okazji ślubu) i chciałam się cieszyć, a nie siedzieć jak truteń ze smutną miną. Dałam radę wytrzymać do 16.00 potem coraz gorzej się czułam. Na szczęście miałam podwózkę do domu. Jak tylko przyjechałam to poszłam spać. Wstałam następnego dnia do pracy. 

Oczywiście chciałam być dzielna i z gorączką pojechałam do pracy. Dziewczyny od razu zauważyły, że nie wyglądam najlepiej i kazały mi wracać do domu. W domu byłam koło 12.00 od razu zasnęłam. Miałam gorączkę 39, gdzie na dworze grzało nieźle słońce a ja pod ciepłą kołdrą, cała rozpalona z dreszczami. Wiedziałam, że to reakcje Herxa (o której wcześniej wspominałam w postach) więc się nie wystraszyłam, że może coś jest nie tak. Tylko po prostu nie łatwo walczyć z taką temperaturą w czerwcowe dni.

Herxy stawały się coraz silniejsze. Codziennie gorączki, bóle mięśni w nogach (tak mocne, że nie jedna łzy spływała po policzku), brak koncentracji, mroczki przed oczami. Jednego dnia miało co w pracy nie zemdlałam, okazało się, że mocno ciśnienie skoczyło mi do góry. Ogólnie jestem niskociśnieniowcem 90/60, ale wtedy 154/110. Nie wiedziałam co się dzieje. Było mi słabo niedobrze, świat mi w głowie wirował.  Mój lekarz nie do końca mógł stwierdzić co mi jest. Powiedział, że to nie jest dobre ciśnienie - to jak przy ciśnieniu 120/80 skoczyło do 180/110. Kazał odstawić wszystkie leki, by zobaczyć czy to rekacje Herxa, czy jednak bakteria zaczyna atakować inne części ciała.

Następnego dnia w pracy miałam mierzone ciśnienie co jakiś czas wraz z temperaturą. Nie wyglądało to najlepiej. Ciśnienie ciągle skakało 158/110, 147/100, 150/107 a temperatura 37,7, a już odstawiłam leki. Przez weekend miałam siebie obserwować. Mimo odstawionych leków, głowa mi pękała. Ciśnienie w uszach miałam tak mocno, jakby zaraz miały wybuchnąć, w głowie ból nie do zniesienia i osłabienie. W piątek jak zasnęłam po 19.00 to obudziłam się następnego dnia koło 09.00. Nie czuję się w pełni sił, jestem słaba, szybko się męczę i jakbym mogła to bym ciągle spała.

Chciałabym móc napisać, że daję radę, że to znoszę dzielnie. NIE! Nie znoszę to dzielnie. Tak szczerze to trochę już brak sił na to wszystko. Ból, niepewność, strach, zwątpienie, rozczarowanie, nadzieja ulotna - tak wiele uczuć zmieszanych we mnie ... tylko gdzieś na dnie serca tli płomień, że przecież PRZED ŚWITEM JEST NAJCIEMNIEJ!

Oby tak było! Co mi innego pozostaje niż wiara?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz