poniedziałek, 5 stycznia 2015

Nowy Rok


Sylwester - zabawa do białego rana. Oczywiście w gronie przyjaciół, superowego brata i kochanej Gimbazy. Mnóstwo zabaw, muzyki, rozmów, pysznego jedzenia i śmiesznych sytuacji. Czułam się nawet bardzo dobrze, oznak zmęczenia nawet w późnych godzinach nocnych nie było widać, wręcz tryskałam energią. Tak się cieszyłam, że mogę fajnie spędzić ten czas, bez nudności, gorączki i innych chlamydiowych dolegliwości. Gdybym miała podsumować czas od wiadomości o chorobie, to co bym mogła napisać? Są tylko 3 słowa, które mogą to określić; pomimo wszystkiego, pomimo złego samopoczucia, pomimo innych dolegliwości; 3 słowa: BÓG JEST DOBRY cały czas. Cały czas BÓG DOBRY JEST. A oprócz tego połkniętych prawie 500 tabletek, 750zł wydane na same leki, różne dolegliwości, które pojawiły się po drodze, znajdowane różne strony o chorobie, konsultowanie się z różnymi osobami w sprawie diety i zdrowego odżywiania i bycie też trochę królikiem doświadczalnym w tej dziedzinie. Minął dopiero miesiąc a ja mam wrażenie jakby to trwało już dłuższy czas. 

Minął Sylwester, oczywiście chciałam go odespać, lecz zaczęło coś się dziać. Byłam bardzo słaba, kręciło mi się w głowie, mięśnie zaczęły mnie wszystkie boleć ...spadek totalny energi. Jakby ktoś odłączył Cię od akumulatora i jedziesz tylko na ostatkach. Jak się położyłam 1 stycznia tak wstałam dopiero dzisiaj na kolejną wizytę lekarską. Przez 4 dni nie potrafiłam i nie mogłam wstać z łóżka. Każda moja próba kończyła się zawrotami głowy lub mroczkami przed oczami. Wszystko mnie bolało, przejście kilka kroków do toalety zajmowało wieczność. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Leżałam, po prostu leżałam. Jakiś wrak człowieka a nie osoba żyjąca pełną parą. Sama się nie poznawałam, tym bardziej, że nie było wcześniej oznak, że coś jest nie tak. Z każdym oddechem jakbym traciła część siebie, część swojego organizmu. Straszne odczucie! Nikomu tego nie życzę. Plus leżakowania? Nadrobiłam wszystkie zaległości filmowe i serialowe. Mogę teraz powiedzieć, że jestem na bieżąco ;)

Dzisiaj mój lekarz trochę mnie uspokoił. Powiedział, że miałam kolejną 'reakcję Herxa' tylko, że tym razem innaczej się objawiła. Znów zmiejszenie dawki leków. I kolejne słowa: Agnieszka ja wiem, że Ty byś chciała jak najszybciej wyzdrowieć, ale to nie jest sprint, to jest maraton jeśli chodzi o leczenie. Bądź cierpliwa i też pamietaj o swoim organizmie i jak on reaguje na leki. Maraton? Nawet jak trenowałam lekkoatletykę w podstawówce i gimnazjum to tylko biegałam w sprincie, więc jak teraz brać udział w "maratonie" leczenia?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz