niedziela, 19 lutego 2017

Kolejne badania i 10 000


Wiem, wiem dawno nie pisałam. Trochę się działo. Człowiek obiecuje sobie, że będzie systematyczny w opisywaniu rzeczy jakie się dzieją, ale potem wychodzi jak zwykle. Czyli nic nie wychodzi. 
No ale cóż, trzeba stawić temu czoła i mimo wszystko starać się choć coś skrobnąć. Wybaczcie mi brak ciągłości. 

Otóż trochę minęło od mojego pobytu w szpitalu. Jeszcze przed szpitalem, po powrocie z Izraela miałam robione badania. Nie opisywałam wyniku, gdyż po 3 miesiącach miałam mieć robione je raz jeszcze. Pobyt w szpitalu tak wypadł po środku tego czasu. 

Miałam robione badania krwi na chlamydie pneumoniae i mycoplasme pneumoniae w klasach IgG, IgA, IgM. Dalej jestem chora, ale wiele objawów już ustąpiło. Więc od września nie biorę już antybiotyków. Biorę za to dalej suplementy i witaminy. Trzeba dalej odbudowywać odporność organizmu. Oczywiście od września odczekałam 3 miesiące by zrobić te same badania i zobaczyć, czy sytuacja nie pogarsza się bez leków. Wyniki wyszły prawie takie same, więc decyzja mojego lekarza, że dalej pozostaje bez leków. Oczywiście za kolejne 3 miesiące zrobimy znów te same badania. Niestety muszę się kontrolować jeszcze przynajmniej przez rok albo i dłużej. Powiem wam to mega błogosławieństwo być już bez leków. Jak sobie przypomnę jak się po nich czułam, a raczej nie czułam ...to uważam, że po dwóch latach wychodzę na prostą. Walka jeszcze trwa bo czuję to po swoim organizmie jak jeszcze walczy z chorobą i jej skutkami. Jednak ta walka jest jak kolejny wschód słońca, który mówi o nowym dniu. Bo każdy nowy dzień może być moim ostatnim dniem kiedy walczę, a potem już tylko powitanie całkowitego zwycięstwa. 

Więc na trochę małe podsumowanie mnie naszło. Zjadłam 10 800 tabletek. Pobrano mi nawet nie wiem ile litrów krwi. Odwiedziłam przeróżnych lekarzy. Wykonano mi przedziwne badania, a o niektórych w życiu nie wiedziałam, że istnieją. Nauczyłam się obserwować swój organizm i wsłuchiwać się w to co ma do przekazania. Zaczęłam coraz więcej uwagi zwracać na to co jem (uwierzcie mi, kiedyś było o wiele gorzej ze mną w tym temacie), co jest napisane na etykietach produktów, jak wyżywienie może pomóc w walce z chorobą, a co mu szkodzi. Dowiedziałam się jak można sobie dopomóc suplementami.  A co chyba najsmutniejsze - wydałam na leczenie przez te dwa lata 20 000zł!!!! To jest jakaś kosmiczna suma. Jak sobie pomyślę, gdzie za taką kwotę mogłabym polecieć, zobaczyć, zwiedzić ...to aż trochę smutno się robi. Ta suma tyczy się badań za które płaciłam, wizyt u lekarzy oraz co miesięcznego leczenia. I wiem, że miałam takie pieniądze na leczenie DZIĘKI ludziom, którzy mnie wspierali, byli przy mnie i często po prostu dawali to co mogli mi dać - czas, rozmowę, spotkanie, pieniądze, prezenty, swoją obecność. 

To niesamowite wiedzieć, że w chorobie NIE JESTEŚ SAM. Ja nigdy nie byłam. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz