Jak co miesiąc robiłam badania, by kontrolować przebieg choroby. Od wrześnie nie biorę żadnych leków, dobrze się czułam, ale wraz z lekarzem uzgodniliśmy, że będę badać się co 1 - 1,5 miesiąca by w razie konieczności reagować. Tak się cieszyłam przez tyle miesięcy, że wyniki trzymały się normy - w sensie ciągle miałam dodatnie wyniki, ale bliżej szło to ku uzdrowieniu a nie pogorszeniu. I tak też sądziłam, że będzie w tym miesiącu. Jak zwykle lekki stresik był podczas oczekiwania, ale byłam pełna nadziei.
Przez to, że już tak długo dobrze się czułam, wróciłam na 1/4 etatu do zawodu - groomer (psi fryjzer) extra kasa na wakacje zawsze się przyda ;) mój lekarz miał obawy co do tego, ale stwierdził, że jak chcę to, żebym spróbowała. Więc w związku z tym teraz zrobiliśmy więcej badań: Chlamydię pneumoniae w 3 klasach, Mycoplasmę pneumoniae w 3 klasach i Toxocare canis w 1 klasie. Czekałam na wyniki z wielką nadzieją, bo przecież ona umiera ostatnia.
Chlamydia pneumoniae w klasie IgA i IgM mam wzrost, czyli świadczy o tym, że mam na nowo aktywną lub ekspozycje na dany antygen.
Mycoplasma pneumoaniae w klasie IgA i IgM też wzrosły, ale obawa jest taka, że na nowo się uaktywniłam.
Toxocara canis (Toksokaroza) wyszła niestety dodatnia w klasie IgA - czyli jest świeża. Tak zwana glista psia, gatunek nicienia bytujący w organizmie psa i innych psowatych. Groźna odzwierzęca choroba pasożytnicza. Człowiek jest tylko przypadkowym żywicielem, gdzie źródło zakażenia może nastąpić w kontakcie ze skażoną glebą, nieumytym pokarmem i w kontakcie ze zakażonymi psami. W organizmie człowieka wykluwają się larwy o długości około 0,4mm. Przedostają się przez ściany jelita do krwiobiegu. Wraz z krwią migrują do różnych narządów organizmu i osiedlają się w nich. Pozostając w tkankach powodują odczyn zapalny i niszczenie zainfekowanych tkanek. Niektóre trafiają do wątroby i tam giną, czasem jednak dochodzi do dalszej ich wędrówki i inwazji do tkanek płuc (jakby było mi mało z chlamydią i mycoplasmą), układu nerwowego, gałki ocznej(problem z widzeniem) i do mózgu (powodując zapalenie mózgu i napady drgawek). Larwy cechuje duża żywotność - pozostają w organizmie człowieka nawet przez kilka lat. Objawy chorobowe zależą od stopnia inwazji oraz umiejscowienia się larw w organizmie. Leczenie jest długotrwałe. Proces resorpcji (wchłaniania) zabitych larw, likwidacja stanów zapalnych wokół martwych już larw oraz proces naprawczy tkanek trwa bardzo długo (kilka tygodni, a nawet miesięcy.
Czy ja mam wrażenie, czy ja już kiedyś takie coś pisałam?? Normalnie deja vu.
Znów długotrwałe leczenie, znów te strasznie samopoczucie. Naprawdę? Serio przez to mam jeszcze raz przechodzić?
Nie na to się pisałam oddając krew do badania ....

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz