Co było dalej pewnie niektórzy z was się zastanawiali, dostawałam również sygnały, kiedy wstawię następny post odnośnie Izraela, bo nie mogę się doczekać kolejnych opowieści. Bardzo miło mi słyszeć i czytać takie słowa - dziękuje bardzo! Więc teraz zbieram się do pisania. Więc po Tel Aviv było kolejne miasto na kilka dni. Oto relacja z ważnego miasta 3 największych religii świata.
#JEROZOLIMA
Jedno z największych miast Izraela jeśli chodzi o powierzchnię i ludność. Stanowi centralny punkt dla judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Będąc na miejscu, można to odczuć na każdym kroku. Z Tel Aviv do Jerozolimy jechaliśmy pociągiem, zwykłym, a wyglądał jak nasze pendolino. Niesamowicie jechało się przez doliny i wzgórza, oraz góry. Jerozolima leży wśród gór Judei a ja nie mogłam oderwać wzroku, od tego co widziałam przez szyby. I takie też dziwne odczucie w serduchu, że jadę do bardzo ważnego miejsca. Zajechaliśmy na miejsce. Z dworca do miejsca zamieszkania wzięliśmy taxi (trzeba było się targować o cenę przejazdu, ale dało radę - no raczej Adrian dał radę). Mieszkanie w którym mieszkaliśmy było niecałe 20min od Starego Miasta i Bramy Jaffa. To było coś pięknego. Zostawiliśmy torby, przebraliśmy się i od razu poszliśmy na miasto. Niesamowicie było spacerować uliczkami mając w świadomości to, że gdzieś może na jednej z nich przechadzał się Jezus, bądź któryś z apostołów. Dla mnie osoby wierzącej było to bardzo ważne. Nasz pierwszy przystanek to była Ściana Płaczu - jedyna zachowana pozostałość Świątyni Jerozolimskiej. Każda osoba, która mówiła mi o tym miejscu, zawsze wypowiadała się, że to miejsce jest "magiczne", że coś niesamowitego jest w tym miejscu. Rzadko jakby przykładam wagę to takich słów o miejscach itp. Więc jak to mówi mój kumpel - wzięłam to na miękko i nie szłam tam z żadnymi oczekiwaniami. Oczywiście zapomniałabym dodać, że po Jerozolimie nie spaceruje się w krótkich spodenkach i koszulkach na ramiączkach. Raczej zaopatrz się w długie letnie sukienki, spódnice i zawsze miej przy sobie szal, którym możesz zasłonić ramiona, dekolt i szyję. Więc ubrana w długą sukienkę, mając w plecaku szal i mapę Starego Miasta, doszliśmy do wejścia pod Ścianę Płaczu. Nie wejdziesz ot tak sobie, najpierw przejdziesz przez wykrywacz metalu, a potem Twoja torba, plecak itp będą mieć to samo doświadczenie. Gdy wszystko będzie OK idziesz na plac, gdzie gdybyś był źle ubrany ;) dadzą Ci długą spódnicę i szal. Mężczyźni do swojej części, kobiety do swojej. Narzuciłam na siebie szal, podeszłam pod ścianę, położyłam rękę na kamiennym murze i zaczęłam się modlić. To co odczułam nie da się opisać słowami. Dla wyjaśnienia mogę napisać, że płakałam jak małe dziecko, nie mogłam się uspokoić, brakowało mi chusteczek i po raz kolejny w moim sercu wybrzmiała prawda, że wszystko co mam, mam dzięki Bożej łasce. I Jego obecność jest ze mną zawsze. A ta łaska każdego dnia jest świeża i nowa. I choć minęło tyyyyle lat, nadal w samych murach można odczuć tak namacalnie Bożą obecność - nigdy nie sądziłam, że takie coś napiszę, ale z prawdą i doświadczeniem walczyć nie będę. To jest to co przeżyłam będą pod Ścianą Płaczu. Od muru nie odchodzi się tyłem. Ty idziesz tyłem ciągle patrząc na Ścianę Płaczu - dlaczego? Ponieważ w tym miejscu zasiądzie kiedyś Król - Mesjasz a od tronu Króla nie odwracasz się plecami. Po podróży i doświadczeniach emocjonalnych padłam szybko spać.
Kolejny dzień, kolejne plany. Wraz z moją przyjaciółką odłączyłyśmy się od grupy i postanowiliśmy ten jeden dzień spędzić tylko we dwie, spacerując swoim tempem. Czemu tak? Ponieważ to był piątek, gdzie dzień w Izraelu kończy się rozpoczęciem szabatu, a my chciałyśmy przejść całą Drogę Krzyżową, począwszy od Góry Oliwnej, przez więzienie gdzie przetrzymywali Jezusa oraz dalsze punkty. Chodzenia było bardzo dużo, plus miejsca tak ważne, że każda z nas chciała mieć swoje przemyślenia, swój rytm chodu, swój czas z Bogiem. Wystartowaliśmy z Kościoła św. Piotra, mieści się w miejscu gdzie stał dom kapłana Kajfasza (Nowy Testament) i gdzie Piotr zaparł się Jezusa. Z taką nostalgią zwiedzałyśmy to miejsce. Byliśmy też w grotach, gdzie przetrzymywano Jezusa. By odczuć ich zimno najlepiej przeczytać Psalm 88. To właśnie ten Psalm był przetłumaczony na wszystkie języki świata w jednej z grot. Czytając go w tam w tym dole, wyobrażając sobie jak to wszystko mogło wyglądać, doświadczasz jakby na nowo łaski zbawienia i doceniasz jeszcze bardziej ofiarę Jezusa. Z kościoła udaliśmy się prosto na Górę Oliwną, po drodze mijając pewnego Żyda, który śpiewał i modlił się pod jedną z bram starego miasta. Niesamowity miał głos. Wstąpiłyśmy pod bramę Miasta Dawida, ale zrezygnowałyśmy z wejścia, gdyż przeczuwałyśmy, że czeka nas niezła wspinaczka. Góra Oliwa, znajduje się po stronie dzielnicy arabskiej - jak niestety większość ważnych punktów do zwiedzenia. Jak doszłyśmy do Góry - niech to pozostanie słodką tajemnicą moją i Moni. Widok rozciąga się niesamowity. Tak jak zresztą widać na zdjęciu.
Kolejny przystanek Ogród Getsemane - na samą myśl o tym, mam łzy w oczach. W ogrodzie mogłyśmy usiąść i poczytać Biblię, fragment z ewangeli Jana 17 i początek 18 rozdziału. Będąc w tym miejscu, czytając te właśnie fragmenty, uświadamiasz sobie jak Jezus jako człowiek walczył ze sobą i z tym co miało nastąpić, lecz mimo wszystko poddał się woli Ojca, bym ja mogła żyć. Czytałam i płakałam. Płakałam i czytałam dalej. Z ogrodu Getsemane rozciąga się widok na Złotą Bramę - jest niesamowita. Kolejny przystanek to to już cała Droga Krzyżowa, począwszy na na Lwiej Bramie a skończywszy na Golgocie. Przeszłam tą drogą tylko ze względu takiego by zrozumieć jaką drogę musiał przejść Jezus, by lepiej móc potem wyobrażać sobie te wydarzenia czytają w domu Biblię, kiedy wiesz jak już je umiejscowić, nazwać, pamiętać jakieś punkty charakterystyczne. Przepraszam, za to co teraz napiszę, nie chcę nikogo urazić, ale pisanie bloga polega trochę na szczerości, więc .... jestem troszkę zawiedziona samą Golgotą. Nie tak tak to sobie wyobrażałam. Ścisk w kościele niesamowity, przepych na maxa, wszędzie złoto, kadzidła i jak dla mnie w ogóle nie potrzebne dodatki. Wystarczyła by mi zwykła góra z symbolicznie wbitymi 3 krzyżami. Jednak to co jest teraz na Golgocie, nijak ma się do tego o czym czytam w Biblii. To takie moje spostrzeżenia. Ten widok, który jest teraz nie zmienia znaczenia wydarzenia, jakie miało miejsce na Golgocie. Tam umarł Zbawiciel. Na szczęście zmartwychwstał! Po Golgocie jak najszybciej chciałyśmy trafić pod Ścianę Płaczu, tak jak wspomniała wcześniej był to piątek. Bardzo chciałam doświadczyć jak Żydzi rozpoczynają szabat, a wiadomo, że własnie spotykają się pod Ściana Płaczu zaraz po zachodzie słońca. To było WOW! BO inaczej nazwać tego nie można. Wszyscy odświętnie ubrani, od małych dzieci po starców. Śpiew, tańce, czytanie Tory to towarzyszyło tego wieczoru. I tak to późnych godzin nocnych. I wielka radość, radość, która chyba każdemu się udzielała, kto tam bym i to obserwował.
Jednym z ostatnich miejsc w jakich byliśmy przed kolejną podróżą, to Muzeum Yad Vashem - Instytut Pamięci i Męczenników i Bohaterów Holocaustu. Holocaust jest kluczowym rozdziałem historii żydowskiej oraz wydarzeniem wyjątkowego znaczenia dla wszystkich narodów. Holocaust podważył zasadnicze poglądy i wartości cywilizacji ludzkiej, Jest on oznaką ostrzegającą dla nas i dla przyszłych pokoleń. Państwo Izrael zobowiązało się pamiętać i nigdy nie zapomnieć o zbrodni popełnionych na narodzie żydowskim. Stąd powstanie takiego właśnie muzeum. Sama nazwa muzeum pochodzi z księgi Izajasza 56;5 "...dam miejsce (Yad) w moim domu i w moich murach oraz imię (Vashem) lepsze od synów i córek, dam im imię wieczyste i niezniszczalne". Jadąc do muzeum zaopatrz się w dużą ilość chusteczek. Ciężko przejść obojętnie wobec tego co zobaczysz w muzem. Jest to zbiór pamięci, materiałów archiwalnych, książek, ubrań, wyposażenia mieszkań, świadectw tych, którzy przeżyli. Muzeum jest też niesamowicie multimedialnie zrobione. Zaczynasz ścieżkę od dojścia Hitlera do władzy, a kończysz na zakończeniu wojny, mijając po drodze, prawie każdy naród w Europie, gdzie były obozy, gdzie mieszkali Żydzi. Polska część była największa i zarazem dla mnie najsmutniejsza. Najbardziej dotknęło mnie widok mapy Europy, gdzie wskaźniki pokazywały ile Żydów mieszkało w danym narodzie. A na końcu wojny ile Żydów zginęło. Największa liczna w pierwszym jak i w drugim przypadku pokazywała Polskę. Kolejnym punktem, w którym emocjonalnie totalnie pękłam, był Pomnik Dzieci. Nie chcę tego opisywać, czasem lepiej jest milczeć. By na spokojnie zwiedzić muzeum potrzebujesz od 3-6h. Więc lepiej przeznaczyć sobie na to cały dzień. Nie tylko ze względu na czas jaki tam spędzisz, ale też ze względu na to jak później będziesz się czuł przez resztę dnia. Bo reszta Twojego dnia już nie będzie wyglądać tak samo, świat już nie będzie taki sam.
Dużo bym mogła jeszcze napisać o Jerozolimie i miejscach, które tam widziała. Jak ktoś chce to z chęcią wpadnę na kawę i pokażę zdjęcia i coś tam trochę poopowiadam ;)
A jak się czułam? Świetnie! Żadnych dolegliwości, żadnych słabych dni. Żadnych bolących stawów i mięśni. Żadnej gorączki. Extra samopoczucie!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz