poniedziałek, 29 czerwca 2015

Nowy lek



Od tygodnia jestem na nowym leku, plus dodatkowo biorę te, które brałam wcześniej. Lek nazywa się Pyrazynamid. Jest to lek, który się przepisuje ludziom chorym na gruźlicę. Spokojnie! Nie mam gruźlicy, ale ten lek ma za zadanie zabić bakterię w moich płucach, a że leki na gruźlicę mają silniejsze działanie niż inne antybiotyki, więc testuję inne leczenie. Bakteria, którą mam wywodzi się z płuc, więc najlepiej zabić to co u źródła by później móc dalej leczyć skutki, jakie już sieje we mnie choroba. 

# Pyrazynamid - organiczny związek chemiczny, pochodna nikotynamidu o działaniu przeciwgruźliczym. Jeden z pięciu podstawowych leków na gruźlicę, stosowany w pierwszej, najintensywniejszej fazie leczenia. Lek jest szybko i całkowicie wchłaniany z przewodu pokarmowego. Maksymalne stężenie we krwi osiąga po 1-2 h, natomiast jego czynny metabolit - kwas pirazynowy - po 4-5 h. Pirazynamid przenika do płynu mózgowow-rdzeniowego oraz do wszystkich tkanek.

# Skutki uboczne
Jak każdy lek, ten też ma skutki uboczne. Chyba jeszcze nie wymyślili leku, który lecząc jedno, nie szkodzi drugiego. A więc, ryzyko uszkodzenia wątroby rośnie wraz z dawką. Może również wystąpić żółtaczka, hiperyrukemia oraz zapalenie stawów. Oraz utrata łaknienia, nudności, wymioty, bóle stawów i mięśni, złe samopoczucie, nadwrażliwość na światło, gorączka.

# Pierwsze dni
Nie były łatwe. Już pierwszego dnia brania leku wystąpiła u mnie gorączka, wymioty, dreszcze, drgawki. Aż spanikowałam! Choć po chwili przypomniałam sobie, że takie mogą być skutki uboczne. Kolejne dni nie były też łatwe, ale coraz lepiej znosiłam branie leku. Jak na razie biorę jedną tabletkę dziennie, mam dojść do 2 dziennie w sumie mam do połknięcie 250 tabletek tego leku. Jednak myślę, że na razie pozostanę na 1 dawca dziennie. Za mocno mój organizm reaguje na lek, więc nie mam zamiaru przyspieszać z leczeniem.

Tak wiem, że moje leczenie to nie chemioterapia (podziwiam tych, którzy są na chemii) tak wiem, że innym jest trudniej, jednak dla mnie to leczenie nie jest łatwe. Każdy ma swoją miarę co może znieść a czego nie może. Przecież to tylko antybiotyki. Tak to antybiotyki, ale to nie antybiotyk na grypę czy anginę. To jest kombinacja różnych antybiotyków, która suma ich wszystkich jest mocna. Plus do tego doszły leki na gruźlicę. Czuję się nieprzytomna, brak koncentracji i skupienia, ciągle chciałabym spać i śpię dużo i często. Mam nudności, włosy gubię dziennie garściami, jedzenie smakuje często jak papier lub są dni, że nic nie mogę przełknąć. Stałam się nerwowa, szybko się męczę, kiedyś proste czynności teraz stają się trudnością. Trzeba było zmienić tryb swego życia, nawyki, dietę. Spasować - choć nie, tego mi się nie udaje ;) Po prostu nie chcę pozwolić na to by choroba mnie zatrzymała w moich pasjach, służbie dla Boga, w rzeczach, które lubię robić. Staram się odpoczywać dużo, ale na pewno nie pozwolę chorobie zamknąć się w pokoju i przestać cieszyć się życiem.

Tylko, że teraz chcę cieszyć się każdą chwilą, bo nigdy nie wiem jak będzie mój dzień ....




niedziela, 21 czerwca 2015

Przerwa, part III



Nadszedł moment, którego się trochę obawiałam. Kolejna przerwa w braniu leków. Jak wiecie z poprzednich postów, są plusy i minusy z odstawienia leków. Minus tak, że choroba może sobie "poszaleć" bo nic jej nie przeszkadza, plus taki, że cały organizm odpoczywa od walki z bakterią i ciężką dawką leków.

Zaczęło się w niedzielę, złe samopoczucie, wyższa gorączka. Próbowałam się trzymać, tym bardziej, że byłam akurat na Garden Party Kasi i Mateusza (mega wielkie gratulacje z okazji ślubu) i chciałam się cieszyć, a nie siedzieć jak truteń ze smutną miną. Dałam radę wytrzymać do 16.00 potem coraz gorzej się czułam. Na szczęście miałam podwózkę do domu. Jak tylko przyjechałam to poszłam spać. Wstałam następnego dnia do pracy. 

Oczywiście chciałam być dzielna i z gorączką pojechałam do pracy. Dziewczyny od razu zauważyły, że nie wyglądam najlepiej i kazały mi wracać do domu. W domu byłam koło 12.00 od razu zasnęłam. Miałam gorączkę 39, gdzie na dworze grzało nieźle słońce a ja pod ciepłą kołdrą, cała rozpalona z dreszczami. Wiedziałam, że to reakcje Herxa (o której wcześniej wspominałam w postach) więc się nie wystraszyłam, że może coś jest nie tak. Tylko po prostu nie łatwo walczyć z taką temperaturą w czerwcowe dni.

Herxy stawały się coraz silniejsze. Codziennie gorączki, bóle mięśni w nogach (tak mocne, że nie jedna łzy spływała po policzku), brak koncentracji, mroczki przed oczami. Jednego dnia miało co w pracy nie zemdlałam, okazało się, że mocno ciśnienie skoczyło mi do góry. Ogólnie jestem niskociśnieniowcem 90/60, ale wtedy 154/110. Nie wiedziałam co się dzieje. Było mi słabo niedobrze, świat mi w głowie wirował.  Mój lekarz nie do końca mógł stwierdzić co mi jest. Powiedział, że to nie jest dobre ciśnienie - to jak przy ciśnieniu 120/80 skoczyło do 180/110. Kazał odstawić wszystkie leki, by zobaczyć czy to rekacje Herxa, czy jednak bakteria zaczyna atakować inne części ciała.

Następnego dnia w pracy miałam mierzone ciśnienie co jakiś czas wraz z temperaturą. Nie wyglądało to najlepiej. Ciśnienie ciągle skakało 158/110, 147/100, 150/107 a temperatura 37,7, a już odstawiłam leki. Przez weekend miałam siebie obserwować. Mimo odstawionych leków, głowa mi pękała. Ciśnienie w uszach miałam tak mocno, jakby zaraz miały wybuchnąć, w głowie ból nie do zniesienia i osłabienie. W piątek jak zasnęłam po 19.00 to obudziłam się następnego dnia koło 09.00. Nie czuję się w pełni sił, jestem słaba, szybko się męczę i jakbym mogła to bym ciągle spała.

Chciałabym móc napisać, że daję radę, że to znoszę dzielnie. NIE! Nie znoszę to dzielnie. Tak szczerze to trochę już brak sił na to wszystko. Ból, niepewność, strach, zwątpienie, rozczarowanie, nadzieja ulotna - tak wiele uczuć zmieszanych we mnie ... tylko gdzieś na dnie serca tli płomień, że przecież PRZED ŚWITEM JEST NAJCIEMNIEJ!

Oby tak było! Co mi innego pozostaje niż wiara?!

czwartek, 11 czerwca 2015

Weekend


W piątek zaczęłam nowy - stary antybiotyk, Tinidazol. Brałam go wcześniej, ale po przerwie tak wszystko zaczyna się od nowa. Trochę obawiałam się reakcji mojego organizmu, ale cóż trzeba leki brać i dalej się modlić o cud.  Prawie cały dzień czułam się dobrze. Już się nawet cieszyłam, że może mój organizm tym razem inaczej zareaguje. Jednak moja radość trwała do 19.00. Na spotkaniu młodzieżowym zaczęłam się źle czuć, takie lekkie osłabienie przyszło i ból brzucha. Już wiedziałam, że zaczyna się reakcja Herxa, tylko w głowie miałam jedno pytanie: ile tym razem będzie trwać?

Dla przypomnienie, reakcja Herxa powoduje, że chory czuje się gorzej, dlatego tak się dzieje, ponieważ antybiotyki próbują zabić/uszkodzić bakterię w moim ciele, przez to ta bakteria uwalnia szkodliwe entodoksyny. 

Starałam się szybko wrócić do domu, wiedziałam, że z każdą chwilą może być coraz gorzej. Ledwo doszłam do domu, zaczęły się zawroty głowy. Wpadłam do pokoju i ległam na łóżku. Ból stawów i mięśni był nie do zniesienia, coraz bardziej czułam się rozpalona - witaj gorączko.  Z każdą minutą stan coraz gorszy: dreszcze, wymioty. Jedyna pozycja w której mogłam leżeć to embrionalna, tylko wtedy mięśnie trochę mniej bolały. Pragnęłam tylko przespać noc i poczuć się odrobinę lepiej. Zaczynał się weekend i ja zamierzałam go fajnie spędzić. 


W sobotę do 3city wpadł mój kumpel, więc razem z moim bratem chcieliśmy fajnie spędzić dzień. Ja od rana czułam się średnio, ciągle miałam dreszcze i byłam mocno osłabiona. Jednak stwierdziłam, że nie pozwolę chorobie zatrzymać mnie w domu, gdy za oknem 31 stopni. Więc wyszłam na miasto. Oczywiście co chwila przystanek i szukanie miejsca by na chwile klapnąć i odpocząć. Razem z bratem i Yonasem  umówiliśmy się na mieście. W Gdyni otworzyli Bobby Burgera, więc trzeba było wpaść na małe co nie co ;) Chłopaki się najedli a ja ledwo zjadłam 2 frytki. Niestety zaczęły się mdłości. Już wiedziałam, że ja dzisiaj to już nic nie zjem. Ciężko fajnie spędzić dzień z uśmiechem na twarzy, kiedy cały świat wiruje Ci w głowie i masz stałe uczucie odruchu wymiotnego i dreszcze, które pomimo wysokiej temperatury powodują, że jest Ci zimno. Starałam się trzymać, ale widać było po mnie, że nie najlepiej się czuje. Czasem choć bardzo się chce, pewnych rzeczy nie da się ukryć. 


Niedziela, moja nadzieja na to, że ten dzień będzie lepszy. Ranek nawet było super. Żadnej gorączki, dreszcze przeszły. Cieszyłam się, że może coś zjem, bo od piątku popołudniu nie miałam nic w ustach, oczywiście oprócz wody i innych napojów. Niedziela to też czas, który z rana spędzam w kościele. To jeden z moich ulubionych rzeczy, jakie mogę zrobić w niedzielę rano. Czas w kościele był extra. Zawsze mogę się odpocząć i nabrać nowych sił na kolejny tydzień. To Bóg jest mą siłą i tylko dzięki Jego obecności, mogę walczyć z chorobą i każdego dnia wierzyć w to, że wyjdę z tego zwycięsko. Po kościele razem ze znajomymi wyszliśmy na gdańską starówkę. Pyszny obiad w Pyra Bar (polecam!) - w końcu coś przekąsiłam. Choć niecałą minutę po zjedzeniu zaczęły się mdłości, które mnie trzymały do wieczora. Sorry, że to napiszę, ale czasem lepiej zwymiotować niż męczyć się z uczuciem, że jedzenie podchodzi Ci do gardła, ale tak dalej nic się nie dzieje. Zwiedzania miasta z takim uczuciem nie należy do przyjemności, ale nie chciałam tracić chwil jakie mogę spędzić ze znajomymi. Po południu czas na kawkę - oczywiście dla mnie smoothie. Kawa zakwasza organizm, więc dla mnie walczącej z bakterią i jeszcze mając Herxa, kawa nie jest najmądrzejszym wyborem. Wpadliśmy do Retro Caffe (polecam z całego serducha) mają tam niesamowicie dobre smoothie - ja wybrałam Szpinakoladę - szpinak, banan, sok ananasowy. Pychotka! Po spacerze wróciłam do domu i poszłam od razu spać. Byłam tak zmęczona jakbym biegła w maratonie - znów się szybko męczę.

Tak minął mi weekend. Może nie był jakiś extra, super wypas. Nie ważne jaki, ale ważne z kim go spędziłam. Nie łatwo cieszyć się chwila, gdy się walczy z taką chorobą i nigdy się nie wie jak organizm zareaguje na leczenie. Jednak to nie może spowodować, że przestanę funkcjonować i znajdywać czas na przyjemności i na spotkania z przyjaciółmi. Nawet jak nie czujesz się na 100% super, nie pozwól by choroba zatrzymała Cię w domu. Jeśli masz przyjaciół, którzy wiedzą na co chorujesz, to zrozumieją, że czasem masz gorszy dzień, ale to mimo tego, nie przeszkodzi im by spędzili z Tobą czas. I dzięki temu nie obawiam się stwierdzić, że miałam Happy Weekend, pomimo niedobrego samopoczucia. 



wtorek, 26 maja 2015

ZIELONO MI


24 maja odbyło się ważne święto, Dzień Zielonych Świąt. Dla mnie jako członka Kościoła Zielonoświątkowego to bardzo ważne święto. Nasze nabożeństwo odbyło się w wynajętej hali Centrum Stocznia Gdańska - kultowe miejsce dla wolności i nowych zmian w naszym kraju. Dużo było przygotowań przed samym wydarzeniem, a jeszcze o wiele więcej rzeczy się działo w trakcie.

Ja od kilku dni już byłam na antybiotykach i reszty lekach. Różnie te dni znosiłam. Trochę się obawiałam jak może być ze mną w niedzielę, kiedy mam trochę rzeczy na głowie i jestem potrzebna w trakcie trwania nabożeństwa. Niestety od samego rana bolał mnie żołądek. Mój organizm źle reaguje na leki, które i tak otrzymuje w mniejszych dawkach niż wcześniej, a od początku mam już przygody. Stwierdziłam jednak, że się nie poddam, że pojadę na to ważne święto i dam z siebie tyle ile mogę. Nie mogę sobie pozwolić na to by choroba mnie powstrzymała, by blokowała wszystko co chcę i pragnę robić. Szczególnie by powstrzymywała mnie przed służeniem Bogu. 


Od godziny 08.30 byłam już na miejscu. Trzeba było ogarnąć rzeczy przed spotkaniem - szczególnie rzeczy związane ze multimediami i sceną. W trakcie byłam tak zwanym stage manager - osoba, która trzyma "pieczę" nad przebiegiem spotkania, podaje mikrofony, wodę itp. Zaczął się czas uwielbienia. Nie było mi łatwo. Ciągle mam w głowie mnóstwo pytań do Boga, ciągle się zastanawiam dlaczego choroba jest, co zrobiłam nie tak, co za mało zrobiłam ... Takie ludzkie rozterki w chwili zwątpienia i trudności. Zespół uwielbienia zrobił świetną robotę, było na maxa dobrze. Podczas tego całego czasu uwielbienia zastanawiałam się "jaką wiarę Bóg honoruje?", "jaka wiara tak naprawdę się mu podoba?" I nagle słowa jednej z pieśnie "I Ty mnie nigdy nie zawiodłeś. Wiem teraz też, nie zawiedziesz mnie" złamały moje serce. Jedyne co potrafiłam zrobić to powiedzieć Bogu przez łzy z niezrozumieniem sytuacji, że wiem, że on mnie nie zawiedzie. Po prostu muszę się tego chwycić. Nie zawiódł mnie nigdy, więc tego nie zrobi też teraz.


Całe spotkanie było niesamowite. Taki mały przedsmak tego jak może być, jak nasz kościół może wyglądać w przyszłości. Zmagałam się z bólem żołądka, ale ból mnie nie pokonał. Wyszło wszystko dobrze. Wszystko działało jak w zegarku ;) Po wspólnym nabożeństwie było jedno wielkie piknikowanie. 500 osób na wspólnym pikniku. Oczywiście z rzeczy, które były na pikniku nie mogłam nic zjeść, ale otrzymałam małą niespodziankę od naszych grillujących panów - pieczone ziemniaki, bym z głodu nie padła. DZIĘKUJĘ jeszcze raz za pamięć o mnie :) Pogoda nam dopisała więc było super. Chilli na kocach, dobre jedzenie, budujące rozmowy, nowe znajomości. Tak może wyglądać kościół każdej niedzieli, gdzie spotykają się ludzie by spędzić czas w Bożej obecności, ale też z innymi osobami, którzy Cię akceptują, są przy Tobie w chwilach trudnych, są wsparciem, kiedy Ty już nie masz sił, dają pocieszenie, kiedy Tobie tego brak. Jestem dumna, że mogę być częścią takiego kościoła.


Po wszystkim padłam jak mucha i dopiero odczułam ile z siebie dałam i jak słaba jestem. Coś się obawiam, że na drugi dzień będę odczuwać skutki spędzenia niedzieli na najwyższych obrotach. Jednak było warto. Po prostu było warto! Zrobiłam bym to jeszcze raz. Nie akceptuje choroby w swoim życiu i nie dam się jej zatrzymać.



Foto: Piotr Lemański




czwartek, 21 maja 2015

Dobre dni


Zimą nadeszły dobre dni. Jak na ironię - zimą. Byłam na niesamowitej konferencji EXODUS, która była organizowana w lutym w Ergo Arenie. Nie będę ściemniać, że konferencja była typowo chrześcijańska, ponieważ można było to wywnioskować z reszty moich postów, że jestem osobą wierzącą w Boga. I wierzę w moc modlitwy i tego co w Biblii jest napisane. 

Więc po tej konferencji nadeszły dobre dni. Znikła codzienne gorączka, nie byłam już co chwilę zmęczona, zero objawów jakiejkolwiek choroby. Za to wróciła radość, siła, uśmiech. Uwierzyłam w to, że wydarzyło się coś w moim życiu, że nastąpił jakiś przełom. Nawet mój lekarz w to uwierzył i pozwolił mi odstawić leki, widział po mnie, że czuję się o niebo lepiej więc po co faszerować mnie tak mocnymi antybiotykami. Zaczęłam cieszyć się każdym dniem jaki był mi dany. Cieszyć się każdą chwilą i doceniać to co się ma, a nie myśleć o tym, czego się nie ma. Po sześciu tygodniach miałam zrobić badania kontrolne na LTT Chlamydię (test transformacji blastycznej limfocytów) by udowodnić sobie, że doświadczyłam cudu.

Niecały miesiąc później kontrolna wizyta u ginekologa. Złe wieści. Guzy na jajnikach się powiększyły. Trzeba jak najszybciej operować. Więc po pierwsze badań na LTT nie mogłam zrobić, po drugie - operacja? już? natychmiast? Trzeba było zrobić też badanie krwi na CA125 (markery nowotworowe). Wynik - też zły. Pierwsze myśli - co się dzieje? Przecież nie tak miało być. Miałam przez chwilę niepewność w serduchu, że może znów chlamydia atakuje, ale szybko odrzuciłam tą myśl. Wyznaczyli mi termin operacji po świętach Wielkanocnych. Strach w takiej sytuacji jest odczuwalny, czy go chcesz, czy go nie chcesz. Moje operacja z tego co mi później mówiono, do łatwych nie należała. Jednak wszystkie guzy usunięte. Czekanie na wyniki biopsji. Badań na LTT po operacji też nie mogłam zrobić, ponieważ narkoza w organizmie potrafi utrzymać się przez miesiąc, a to dało by zakłamany wynik. Więc czekanie na biopsję i czekanie na kolejne badania.

Bardzo wolno i ciężko wracałam do siebie po operacji. Trochę mnie to martwiło. Inne kobiety, które ze mną leżały na oddziale dwa dni później śmigały po korytarzach szpitala, a ja słabłam przy zwykłym siedzeniu w szpitalnym łóżku. Tłumaczyłam sobie, że ja jestem po walce z bakterią, więc moje siły i odporność są na totalnym wyczerpaniu, więc mam prawo wolno wracać do zdrowia. Tak sobie to tłumaczyłam, nie chciałam dopuszczać myśli, że może to być coś innego. Dwa tygodnie zwolnienia nawet nie pomogły. Dalej byłam bardzo słaba, a ból w miejscu operacji czasem był nie do zniesienia. Powtarzałam sobie: bądź silna, bądź dzielna, dasz radę. Więc rada lekarza -  kroplówka z Thiogammy (kwas a-liponowy, poprawia wewnątrz nerwowy przepływ krwi, podnosi poziom glutationu w organizmie oraz działa jako przeciwutleniacz). Poczułam się po niej o wiele lepiej.

W między czasie kolejna wizyta u neurologa. Z kręgosłupem lepiej, widać, że stawy międzykręgowe które były zniszczone przez bakterię, odbudowują się. Jest! W końcu jakaś dobra wiadomość. Niestety nie w 100%. Neurolog zauważył jakiś problem w odcinku piersiowym kręgosłupa. Za miesiąc zrobić RTG. O co c'mon!

Minął miesiąc od operacji, więc czas na badania krwi. No stres był, no może nie przy oddawaniu krwi, ale bardziej z tego, że znów czeka mnie 2 tygodnie czekania i prawda wyjdzie na jaw. Na początku maja przyszły wyniki biopsji - dzięki Bogu to nie rak! super!

W środę 20 maja odebrałam wyniki LTT Chlamydia. Prawda wyszła na jaw - jestem dalej chora. Skończyły się dobre dni.

sobota, 28 lutego 2015

BREAKFAST


Kiedy jesteś w trakcie leczenia, które nie jest dla Ciebie łatwe, które powoduje, że odrzuca Cię od jedzenia, lub to co zjesz, to po czasie zwymiotujesz, zrobisz wszystko, żeby spróbować zjeść coś co choć na dłużej zostanie w żołądku i spowoduje uczucie sytości. Ja odnalazłam swoje "niebo w gębie". I tym o to skromnym posiłkiem zamierzam się z wami podzielić. Bo tak na serio, serio wcale nie jest skromny, zawiera w sobie mnóstwo właściwości odżywczych, zdrowotnych. Co dla chorych jest bardzo ważne. Do miseczki wsypuję 6 łyżek otrębów, pokrojone suszone owoce (jakie to tekst niżej) oraz dodaje do tego mały jogurt naturalny. Wszystko razem wymieszam i mam pełno wartościowe śniadanie, które daje mi poczucie sytości przez długi czas oraz na szczęście pozostaje w żołądku. 

#Otręby
Od razu napiszę, że OWSIANE lub żytnie. Żadne inne. Otręby owsiane to nieocenione źródło błonnika. Powinno się jeść przynajmniej 3 łyżki dziennie otrębów. Dla chorych osób polecam zwiększyć dawkę dwukrotnie. Jest to produkt kaloryczny ale nie tuczący (dzięki Ci Boże ;)). Otręby są bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe, które organizm sam nie potrafi wytwarzać; oraz z rozpuszczalnego błonnika. Źródło błonnika w otrębach owsianych ma takie właściwości jak: obniżenie poziomu złego cholesterolu, regulacja przewody pokarmowego, obniżenie poziomu cukru we krwi, usuwanie z organizmu kwasów żółciowych, toksyn i metali ciężkich. Błonnik wchłaniając w żołądku wodę pęcznieje i wypełnia go, dając nam na długo uczucie sytości. Otręby owsiane poprawiają odporność immunologiczną, działa ochronnie na śluzówkę jelit, przeciwdziała zmęczeniu i rozdrażnieniu - tak ważne w walce z chorobą.

#Jogurt naturalny
Jest bogatym źródłem wapnia - pierwiastka niezbędnego do budowy kości, pracy mięśni, regulacji krzepliwości krwi i prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego. Jogurt stanowi również źródło przyswajalnego białka, witaminy A i B, kwasu foliowego oraz potasu, fosforu, jodu i cynku. Zawarte w jogurcie żywe kultury bakterii, które neutralizują skutki antybiotykoterapii, przywracają równowagę mikroflory jelitowej (tak ważne dla osób, które biorą tyyyle lekarstw). Wspomagają układ immunologiczny, tworzą naturalną barierę chroniącą przed szkodliwymi bakteriami. Wybieraj jogurty naturalne bez żadnych dodatków. Uważnie czytaj etykiety na opakowaniach, żeby dokonać właściwego wyboru i uniknąć niepotrzebnej dawki cukru i chemii.

#Suszone śliwki
Zawierają dużo błonnika. Mają też w sobie sorbitol - naturalny cukier, który pobudza produkcję żółci. Zawierają sporo beta-karotenu, witaminy C i E. Jest w nich bogactwo żelaza, fosforu, wapnia, magnezu i witamin z grupy B.

#Suszone morele
Zawierają likopen - silny przeciwutleniacz, który broniąc przed wolnymi rodnikami, zwalnia proces starzenia. Cztery morele już zaspakajają dziennie zapotrzebowanie na witaminę A. Jest to najbardziej zasadotwórczy owoc świata. Pomagają przy nadkwasocie. Suszone morele są bogate w potas, bor, żelazo i błonnik. 

#Rodzynki
Są to suszone winogrona, które zachowują ich najcenniejszy składnik - resweratrol (organiczny związek chemiczny, przeciwutleniacz). Jest w nich dużo cukrów prostych i witamin z grupy B, dzięki temu dodają energii. Zawierają też potrzebny naszym kościom wapń.

# Suszona żurawina
Posiadają wyjątkowe właściwości lecznicze i wspomagają profilaktykę wielu chorób. Żurawina zawiera proantocyjany, bioflawonoidy i taniny. Co więcej żurawina niszczy drobnoustroje odporne na antybiotyki obecne w drogach moczowych podczas infekcji. Owoc działa moczopędnie, co sprawia, że przyspiesza proces detoksykacji organizmu - tak ważne w walce z chlamydią, które wydziela toksyny; więc dzięki żurawinie możemy robić sobie naturalną detoksykację. 

A na koniec piosenka z pozytywnym przesłaniem - bo przecież wierzymy, że BĘDZIE OK!










sobota, 24 stycznia 2015

Cynamon z sokiem


Przerwa, to dobry moment żeby oczyścić organizm z toksyn jakie pozostawia po sobie bakteria oraz z skutków ubocznych leków, które się bierze. Tydzień czasu jaki miałam, zamierzałam wykorzystać dobrze by oczyścić mój organizm i zacząć powrót do leków z "czystą kartą". Jak naturalnie to zrobić? Oczywiście nie przestałam pić wody z cytryną i imbirem i wy też tego nie róbcie - 2l dziennie, nie ma zmiłuj się. Jednak trochę przez przypadek natrafiłam na jeszcze inne rozwiązanie, wiadomo jak się jej królikiem doświadczalnym samemu dla siebie, to czasem można dojść do super wniosków.

Otóż zrobiłam sobie sok jakbłkowy z cynamonem na ciepło, genialna sprawa! 1l soku jabłkowego (Tymbark) przelałam do garnka, dorzuciłam 2-3 pałki cynamonu i czekałam jak się zagotuje, Gdy już gotowało się 5min zdjęłam z gazu i piłam na ciepło tak przygotowaną miksturę. Smak obłędny, zimowy wieczór, gdy trzeba się ogrzać, nieźle rozpala od wewnątrz, a najlepsze! Oczyszcza moco organizm (jeśli wiecie co mam na myśli ;) ) W ciągu tygodnia tak przygotowany sok wypiłam 2 razy (tak cały 1l). Wiem, że pomogłam mojemu organizmowi tym sokiem. Mogę teraz znów stanąć do walki! Po czasie zaczęłam sięgać informacji co takiego jest niesamowitego w tych dwóch rzeczach, oto moje wnioski:

#Jabłko
Jak ja się cieszę, że mieszkam w kraju, który jest największym producentem jabłek w Europie. Jest w czym wybierać i to takie nasze dobro narodowe. Najcenniejsze w tych owocach jest skórka, którą często nie jemy - błąd! Otóz w skórce jabłka znajduje się najwięcej pektyn, które mają tą zaletę, że oczyszczają organizm z substancji trujących. Podczas trawienia pektyny wiążą niektóre metale ciężkie w nierozpuszczalne sole, które są potem wydalane z organizmu. Pektyny usuwają z organizmu resztki pokarmów, regulują florę bakteryjną jelit i neutralizują substancje toksyczne. Na dodatek zmniejszają wchłanianie się cholesterolu, a dzięki temu zapobiegają miażdżycy i chronią przed zawałem. Regulują też perestaltykę jelit, działając przeciwzaparciom. Mimo kwaskowatego smaku jabłka odkwaszają organizm, ponieważ zawierają bardzo dużo zasadowych soli mineralnych. Są bogatym źródłem potasu i żelaza. Jabłka jedzone na surowo wzmacniają serce, układ nerwowy, mięśnie i porawiają pracę wątroby (tak ważne dla mnie i dla osób, które biorą tyle leków). Mają też działanie moczopędne (dobre działanie ze względu na oczyszcznie organizmu). Jabłko ma również właściwości dezynfekujące i likwiduje stany zapalne. Ułatwiają przyswajanie wapnia przez organizm, dzięki czemu wzmacnia zęby, włosy i paznokcie. Zawarte w jabłkach witamina C wymiata z organizmu wolne rodniki i bierze udział w wielu procesach metabolicznych. Tylko nie przesadź z ilością jabłek w ciagu dnia (2-3 max) gdyż zawierają w sobie sporo cukru. 

#Cynamon
Uprawia się go w AZji i Ameryce Południowej. Uzyskuje się go z wysuszonej kory drzewa. Ma charakterystyczny korzenny smak i zapach. Kora cynamonowca zawiera olejek cynamonowy, który wykazuje właściwości antybakteryjne (bomba, bakterio giń!), przeciwgrzybiczne oraz zwiększa wydzielanie soku żołądkowego. Cynamom zapobiega  również nadkwasowości  i działa przeciwbiegunkowo, stymuluje trawienie i dostarcza błonnika pokarmowego. Dodaje energi i witalności. Jest źródłem żelaza, wapnia i manganu. Jako składnik maści lub kremu, dzięki właściwościom rozgrzewającym  łagodzi bóle mięśni i stawów, działa przeciwzapalnie i znieczulająco. Kora cynamonowa zawiera metylohydroksychalkon, który prawdopodobnie zwiększa wrażliwość komórek na działanie insuliny. Cynamon można też używać do okładów trudno gojących się ran. Dodawany do kąpieli działa odkażająco i pobudzająco. Wykorzystywany do inhalacji łagodzi objawy przeziębień i schorzeń wirusowych. Takie cudo :)


Jeśli nie chcecie jeść samych jabłek mam dla was słodką alternatywę. Bo przecież czasem coś słodkiego warto schrupać, gdy słodyczny jeść nie można (halo! nie dokarmiamy bakteri, więc odstawić słodycze). Takie "małe, co nie co" z połączenia jabłka i cynamomu.
  • 2 jabłka, pokrojone w kostkę, lub w kawałki jakiej chcecie wielkości
  • 1-2 łyżeczeki przyprawy cynamom dodanej do pokrojonych jabłek, wymieszać
  • garść rodzynek lub żurawiny
  • mały jogurt naturlany
  • po dodaniu pozostałych składników do jabłek, wymieszać i zjeść z przyjemnością


Mam nadzieję, że teraz w waszej diecie zagoszczą nasze pyszne polskie jabłka i cynamon. Sami widzicie ile pozytywnych właściwości ma w sobie to połączenie. Chlamydia wcale nie musi nam odbierać przyjemności  jedzenia, chcę być sprytniejsza od niej i cieszyć się dobrami natury, które stworzył Bóg.