czwartek, 11 czerwca 2015

Weekend


W piątek zaczęłam nowy - stary antybiotyk, Tinidazol. Brałam go wcześniej, ale po przerwie tak wszystko zaczyna się od nowa. Trochę obawiałam się reakcji mojego organizmu, ale cóż trzeba leki brać i dalej się modlić o cud.  Prawie cały dzień czułam się dobrze. Już się nawet cieszyłam, że może mój organizm tym razem inaczej zareaguje. Jednak moja radość trwała do 19.00. Na spotkaniu młodzieżowym zaczęłam się źle czuć, takie lekkie osłabienie przyszło i ból brzucha. Już wiedziałam, że zaczyna się reakcja Herxa, tylko w głowie miałam jedno pytanie: ile tym razem będzie trwać?

Dla przypomnienie, reakcja Herxa powoduje, że chory czuje się gorzej, dlatego tak się dzieje, ponieważ antybiotyki próbują zabić/uszkodzić bakterię w moim ciele, przez to ta bakteria uwalnia szkodliwe entodoksyny. 

Starałam się szybko wrócić do domu, wiedziałam, że z każdą chwilą może być coraz gorzej. Ledwo doszłam do domu, zaczęły się zawroty głowy. Wpadłam do pokoju i ległam na łóżku. Ból stawów i mięśni był nie do zniesienia, coraz bardziej czułam się rozpalona - witaj gorączko.  Z każdą minutą stan coraz gorszy: dreszcze, wymioty. Jedyna pozycja w której mogłam leżeć to embrionalna, tylko wtedy mięśnie trochę mniej bolały. Pragnęłam tylko przespać noc i poczuć się odrobinę lepiej. Zaczynał się weekend i ja zamierzałam go fajnie spędzić. 


W sobotę do 3city wpadł mój kumpel, więc razem z moim bratem chcieliśmy fajnie spędzić dzień. Ja od rana czułam się średnio, ciągle miałam dreszcze i byłam mocno osłabiona. Jednak stwierdziłam, że nie pozwolę chorobie zatrzymać mnie w domu, gdy za oknem 31 stopni. Więc wyszłam na miasto. Oczywiście co chwila przystanek i szukanie miejsca by na chwile klapnąć i odpocząć. Razem z bratem i Yonasem  umówiliśmy się na mieście. W Gdyni otworzyli Bobby Burgera, więc trzeba było wpaść na małe co nie co ;) Chłopaki się najedli a ja ledwo zjadłam 2 frytki. Niestety zaczęły się mdłości. Już wiedziałam, że ja dzisiaj to już nic nie zjem. Ciężko fajnie spędzić dzień z uśmiechem na twarzy, kiedy cały świat wiruje Ci w głowie i masz stałe uczucie odruchu wymiotnego i dreszcze, które pomimo wysokiej temperatury powodują, że jest Ci zimno. Starałam się trzymać, ale widać było po mnie, że nie najlepiej się czuje. Czasem choć bardzo się chce, pewnych rzeczy nie da się ukryć. 


Niedziela, moja nadzieja na to, że ten dzień będzie lepszy. Ranek nawet było super. Żadnej gorączki, dreszcze przeszły. Cieszyłam się, że może coś zjem, bo od piątku popołudniu nie miałam nic w ustach, oczywiście oprócz wody i innych napojów. Niedziela to też czas, który z rana spędzam w kościele. To jeden z moich ulubionych rzeczy, jakie mogę zrobić w niedzielę rano. Czas w kościele był extra. Zawsze mogę się odpocząć i nabrać nowych sił na kolejny tydzień. To Bóg jest mą siłą i tylko dzięki Jego obecności, mogę walczyć z chorobą i każdego dnia wierzyć w to, że wyjdę z tego zwycięsko. Po kościele razem ze znajomymi wyszliśmy na gdańską starówkę. Pyszny obiad w Pyra Bar (polecam!) - w końcu coś przekąsiłam. Choć niecałą minutę po zjedzeniu zaczęły się mdłości, które mnie trzymały do wieczora. Sorry, że to napiszę, ale czasem lepiej zwymiotować niż męczyć się z uczuciem, że jedzenie podchodzi Ci do gardła, ale tak dalej nic się nie dzieje. Zwiedzania miasta z takim uczuciem nie należy do przyjemności, ale nie chciałam tracić chwil jakie mogę spędzić ze znajomymi. Po południu czas na kawkę - oczywiście dla mnie smoothie. Kawa zakwasza organizm, więc dla mnie walczącej z bakterią i jeszcze mając Herxa, kawa nie jest najmądrzejszym wyborem. Wpadliśmy do Retro Caffe (polecam z całego serducha) mają tam niesamowicie dobre smoothie - ja wybrałam Szpinakoladę - szpinak, banan, sok ananasowy. Pychotka! Po spacerze wróciłam do domu i poszłam od razu spać. Byłam tak zmęczona jakbym biegła w maratonie - znów się szybko męczę.

Tak minął mi weekend. Może nie był jakiś extra, super wypas. Nie ważne jaki, ale ważne z kim go spędziłam. Nie łatwo cieszyć się chwila, gdy się walczy z taką chorobą i nigdy się nie wie jak organizm zareaguje na leczenie. Jednak to nie może spowodować, że przestanę funkcjonować i znajdywać czas na przyjemności i na spotkania z przyjaciółmi. Nawet jak nie czujesz się na 100% super, nie pozwól by choroba zatrzymała Cię w domu. Jeśli masz przyjaciół, którzy wiedzą na co chorujesz, to zrozumieją, że czasem masz gorszy dzień, ale to mimo tego, nie przeszkodzi im by spędzili z Tobą czas. I dzięki temu nie obawiam się stwierdzić, że miałam Happy Weekend, pomimo niedobrego samopoczucia. 



wtorek, 26 maja 2015

ZIELONO MI


24 maja odbyło się ważne święto, Dzień Zielonych Świąt. Dla mnie jako członka Kościoła Zielonoświątkowego to bardzo ważne święto. Nasze nabożeństwo odbyło się w wynajętej hali Centrum Stocznia Gdańska - kultowe miejsce dla wolności i nowych zmian w naszym kraju. Dużo było przygotowań przed samym wydarzeniem, a jeszcze o wiele więcej rzeczy się działo w trakcie.

Ja od kilku dni już byłam na antybiotykach i reszty lekach. Różnie te dni znosiłam. Trochę się obawiałam jak może być ze mną w niedzielę, kiedy mam trochę rzeczy na głowie i jestem potrzebna w trakcie trwania nabożeństwa. Niestety od samego rana bolał mnie żołądek. Mój organizm źle reaguje na leki, które i tak otrzymuje w mniejszych dawkach niż wcześniej, a od początku mam już przygody. Stwierdziłam jednak, że się nie poddam, że pojadę na to ważne święto i dam z siebie tyle ile mogę. Nie mogę sobie pozwolić na to by choroba mnie powstrzymała, by blokowała wszystko co chcę i pragnę robić. Szczególnie by powstrzymywała mnie przed służeniem Bogu. 


Od godziny 08.30 byłam już na miejscu. Trzeba było ogarnąć rzeczy przed spotkaniem - szczególnie rzeczy związane ze multimediami i sceną. W trakcie byłam tak zwanym stage manager - osoba, która trzyma "pieczę" nad przebiegiem spotkania, podaje mikrofony, wodę itp. Zaczął się czas uwielbienia. Nie było mi łatwo. Ciągle mam w głowie mnóstwo pytań do Boga, ciągle się zastanawiam dlaczego choroba jest, co zrobiłam nie tak, co za mało zrobiłam ... Takie ludzkie rozterki w chwili zwątpienia i trudności. Zespół uwielbienia zrobił świetną robotę, było na maxa dobrze. Podczas tego całego czasu uwielbienia zastanawiałam się "jaką wiarę Bóg honoruje?", "jaka wiara tak naprawdę się mu podoba?" I nagle słowa jednej z pieśnie "I Ty mnie nigdy nie zawiodłeś. Wiem teraz też, nie zawiedziesz mnie" złamały moje serce. Jedyne co potrafiłam zrobić to powiedzieć Bogu przez łzy z niezrozumieniem sytuacji, że wiem, że on mnie nie zawiedzie. Po prostu muszę się tego chwycić. Nie zawiódł mnie nigdy, więc tego nie zrobi też teraz.


Całe spotkanie było niesamowite. Taki mały przedsmak tego jak może być, jak nasz kościół może wyglądać w przyszłości. Zmagałam się z bólem żołądka, ale ból mnie nie pokonał. Wyszło wszystko dobrze. Wszystko działało jak w zegarku ;) Po wspólnym nabożeństwie było jedno wielkie piknikowanie. 500 osób na wspólnym pikniku. Oczywiście z rzeczy, które były na pikniku nie mogłam nic zjeść, ale otrzymałam małą niespodziankę od naszych grillujących panów - pieczone ziemniaki, bym z głodu nie padła. DZIĘKUJĘ jeszcze raz za pamięć o mnie :) Pogoda nam dopisała więc było super. Chilli na kocach, dobre jedzenie, budujące rozmowy, nowe znajomości. Tak może wyglądać kościół każdej niedzieli, gdzie spotykają się ludzie by spędzić czas w Bożej obecności, ale też z innymi osobami, którzy Cię akceptują, są przy Tobie w chwilach trudnych, są wsparciem, kiedy Ty już nie masz sił, dają pocieszenie, kiedy Tobie tego brak. Jestem dumna, że mogę być częścią takiego kościoła.


Po wszystkim padłam jak mucha i dopiero odczułam ile z siebie dałam i jak słaba jestem. Coś się obawiam, że na drugi dzień będę odczuwać skutki spędzenia niedzieli na najwyższych obrotach. Jednak było warto. Po prostu było warto! Zrobiłam bym to jeszcze raz. Nie akceptuje choroby w swoim życiu i nie dam się jej zatrzymać.



Foto: Piotr Lemański




czwartek, 21 maja 2015

Dobre dni


Zimą nadeszły dobre dni. Jak na ironię - zimą. Byłam na niesamowitej konferencji EXODUS, która była organizowana w lutym w Ergo Arenie. Nie będę ściemniać, że konferencja była typowo chrześcijańska, ponieważ można było to wywnioskować z reszty moich postów, że jestem osobą wierzącą w Boga. I wierzę w moc modlitwy i tego co w Biblii jest napisane. 

Więc po tej konferencji nadeszły dobre dni. Znikła codzienne gorączka, nie byłam już co chwilę zmęczona, zero objawów jakiejkolwiek choroby. Za to wróciła radość, siła, uśmiech. Uwierzyłam w to, że wydarzyło się coś w moim życiu, że nastąpił jakiś przełom. Nawet mój lekarz w to uwierzył i pozwolił mi odstawić leki, widział po mnie, że czuję się o niebo lepiej więc po co faszerować mnie tak mocnymi antybiotykami. Zaczęłam cieszyć się każdym dniem jaki był mi dany. Cieszyć się każdą chwilą i doceniać to co się ma, a nie myśleć o tym, czego się nie ma. Po sześciu tygodniach miałam zrobić badania kontrolne na LTT Chlamydię (test transformacji blastycznej limfocytów) by udowodnić sobie, że doświadczyłam cudu.

Niecały miesiąc później kontrolna wizyta u ginekologa. Złe wieści. Guzy na jajnikach się powiększyły. Trzeba jak najszybciej operować. Więc po pierwsze badań na LTT nie mogłam zrobić, po drugie - operacja? już? natychmiast? Trzeba było zrobić też badanie krwi na CA125 (markery nowotworowe). Wynik - też zły. Pierwsze myśli - co się dzieje? Przecież nie tak miało być. Miałam przez chwilę niepewność w serduchu, że może znów chlamydia atakuje, ale szybko odrzuciłam tą myśl. Wyznaczyli mi termin operacji po świętach Wielkanocnych. Strach w takiej sytuacji jest odczuwalny, czy go chcesz, czy go nie chcesz. Moje operacja z tego co mi później mówiono, do łatwych nie należała. Jednak wszystkie guzy usunięte. Czekanie na wyniki biopsji. Badań na LTT po operacji też nie mogłam zrobić, ponieważ narkoza w organizmie potrafi utrzymać się przez miesiąc, a to dało by zakłamany wynik. Więc czekanie na biopsję i czekanie na kolejne badania.

Bardzo wolno i ciężko wracałam do siebie po operacji. Trochę mnie to martwiło. Inne kobiety, które ze mną leżały na oddziale dwa dni później śmigały po korytarzach szpitala, a ja słabłam przy zwykłym siedzeniu w szpitalnym łóżku. Tłumaczyłam sobie, że ja jestem po walce z bakterią, więc moje siły i odporność są na totalnym wyczerpaniu, więc mam prawo wolno wracać do zdrowia. Tak sobie to tłumaczyłam, nie chciałam dopuszczać myśli, że może to być coś innego. Dwa tygodnie zwolnienia nawet nie pomogły. Dalej byłam bardzo słaba, a ból w miejscu operacji czasem był nie do zniesienia. Powtarzałam sobie: bądź silna, bądź dzielna, dasz radę. Więc rada lekarza -  kroplówka z Thiogammy (kwas a-liponowy, poprawia wewnątrz nerwowy przepływ krwi, podnosi poziom glutationu w organizmie oraz działa jako przeciwutleniacz). Poczułam się po niej o wiele lepiej.

W między czasie kolejna wizyta u neurologa. Z kręgosłupem lepiej, widać, że stawy międzykręgowe które były zniszczone przez bakterię, odbudowują się. Jest! W końcu jakaś dobra wiadomość. Niestety nie w 100%. Neurolog zauważył jakiś problem w odcinku piersiowym kręgosłupa. Za miesiąc zrobić RTG. O co c'mon!

Minął miesiąc od operacji, więc czas na badania krwi. No stres był, no może nie przy oddawaniu krwi, ale bardziej z tego, że znów czeka mnie 2 tygodnie czekania i prawda wyjdzie na jaw. Na początku maja przyszły wyniki biopsji - dzięki Bogu to nie rak! super!

W środę 20 maja odebrałam wyniki LTT Chlamydia. Prawda wyszła na jaw - jestem dalej chora. Skończyły się dobre dni.

sobota, 28 lutego 2015

BREAKFAST


Kiedy jesteś w trakcie leczenia, które nie jest dla Ciebie łatwe, które powoduje, że odrzuca Cię od jedzenia, lub to co zjesz, to po czasie zwymiotujesz, zrobisz wszystko, żeby spróbować zjeść coś co choć na dłużej zostanie w żołądku i spowoduje uczucie sytości. Ja odnalazłam swoje "niebo w gębie". I tym o to skromnym posiłkiem zamierzam się z wami podzielić. Bo tak na serio, serio wcale nie jest skromny, zawiera w sobie mnóstwo właściwości odżywczych, zdrowotnych. Co dla chorych jest bardzo ważne. Do miseczki wsypuję 6 łyżek otrębów, pokrojone suszone owoce (jakie to tekst niżej) oraz dodaje do tego mały jogurt naturalny. Wszystko razem wymieszam i mam pełno wartościowe śniadanie, które daje mi poczucie sytości przez długi czas oraz na szczęście pozostaje w żołądku. 

#Otręby
Od razu napiszę, że OWSIANE lub żytnie. Żadne inne. Otręby owsiane to nieocenione źródło błonnika. Powinno się jeść przynajmniej 3 łyżki dziennie otrębów. Dla chorych osób polecam zwiększyć dawkę dwukrotnie. Jest to produkt kaloryczny ale nie tuczący (dzięki Ci Boże ;)). Otręby są bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe, które organizm sam nie potrafi wytwarzać; oraz z rozpuszczalnego błonnika. Źródło błonnika w otrębach owsianych ma takie właściwości jak: obniżenie poziomu złego cholesterolu, regulacja przewody pokarmowego, obniżenie poziomu cukru we krwi, usuwanie z organizmu kwasów żółciowych, toksyn i metali ciężkich. Błonnik wchłaniając w żołądku wodę pęcznieje i wypełnia go, dając nam na długo uczucie sytości. Otręby owsiane poprawiają odporność immunologiczną, działa ochronnie na śluzówkę jelit, przeciwdziała zmęczeniu i rozdrażnieniu - tak ważne w walce z chorobą.

#Jogurt naturalny
Jest bogatym źródłem wapnia - pierwiastka niezbędnego do budowy kości, pracy mięśni, regulacji krzepliwości krwi i prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego. Jogurt stanowi również źródło przyswajalnego białka, witaminy A i B, kwasu foliowego oraz potasu, fosforu, jodu i cynku. Zawarte w jogurcie żywe kultury bakterii, które neutralizują skutki antybiotykoterapii, przywracają równowagę mikroflory jelitowej (tak ważne dla osób, które biorą tyyyle lekarstw). Wspomagają układ immunologiczny, tworzą naturalną barierę chroniącą przed szkodliwymi bakteriami. Wybieraj jogurty naturalne bez żadnych dodatków. Uważnie czytaj etykiety na opakowaniach, żeby dokonać właściwego wyboru i uniknąć niepotrzebnej dawki cukru i chemii.

#Suszone śliwki
Zawierają dużo błonnika. Mają też w sobie sorbitol - naturalny cukier, który pobudza produkcję żółci. Zawierają sporo beta-karotenu, witaminy C i E. Jest w nich bogactwo żelaza, fosforu, wapnia, magnezu i witamin z grupy B.

#Suszone morele
Zawierają likopen - silny przeciwutleniacz, który broniąc przed wolnymi rodnikami, zwalnia proces starzenia. Cztery morele już zaspakajają dziennie zapotrzebowanie na witaminę A. Jest to najbardziej zasadotwórczy owoc świata. Pomagają przy nadkwasocie. Suszone morele są bogate w potas, bor, żelazo i błonnik. 

#Rodzynki
Są to suszone winogrona, które zachowują ich najcenniejszy składnik - resweratrol (organiczny związek chemiczny, przeciwutleniacz). Jest w nich dużo cukrów prostych i witamin z grupy B, dzięki temu dodają energii. Zawierają też potrzebny naszym kościom wapń.

# Suszona żurawina
Posiadają wyjątkowe właściwości lecznicze i wspomagają profilaktykę wielu chorób. Żurawina zawiera proantocyjany, bioflawonoidy i taniny. Co więcej żurawina niszczy drobnoustroje odporne na antybiotyki obecne w drogach moczowych podczas infekcji. Owoc działa moczopędnie, co sprawia, że przyspiesza proces detoksykacji organizmu - tak ważne w walce z chlamydią, które wydziela toksyny; więc dzięki żurawinie możemy robić sobie naturalną detoksykację. 

A na koniec piosenka z pozytywnym przesłaniem - bo przecież wierzymy, że BĘDZIE OK!










sobota, 24 stycznia 2015

Cynamon z sokiem


Przerwa, to dobry moment żeby oczyścić organizm z toksyn jakie pozostawia po sobie bakteria oraz z skutków ubocznych leków, które się bierze. Tydzień czasu jaki miałam, zamierzałam wykorzystać dobrze by oczyścić mój organizm i zacząć powrót do leków z "czystą kartą". Jak naturalnie to zrobić? Oczywiście nie przestałam pić wody z cytryną i imbirem i wy też tego nie róbcie - 2l dziennie, nie ma zmiłuj się. Jednak trochę przez przypadek natrafiłam na jeszcze inne rozwiązanie, wiadomo jak się jej królikiem doświadczalnym samemu dla siebie, to czasem można dojść do super wniosków.

Otóż zrobiłam sobie sok jakbłkowy z cynamonem na ciepło, genialna sprawa! 1l soku jabłkowego (Tymbark) przelałam do garnka, dorzuciłam 2-3 pałki cynamonu i czekałam jak się zagotuje, Gdy już gotowało się 5min zdjęłam z gazu i piłam na ciepło tak przygotowaną miksturę. Smak obłędny, zimowy wieczór, gdy trzeba się ogrzać, nieźle rozpala od wewnątrz, a najlepsze! Oczyszcza moco organizm (jeśli wiecie co mam na myśli ;) ) W ciągu tygodnia tak przygotowany sok wypiłam 2 razy (tak cały 1l). Wiem, że pomogłam mojemu organizmowi tym sokiem. Mogę teraz znów stanąć do walki! Po czasie zaczęłam sięgać informacji co takiego jest niesamowitego w tych dwóch rzeczach, oto moje wnioski:

#Jabłko
Jak ja się cieszę, że mieszkam w kraju, który jest największym producentem jabłek w Europie. Jest w czym wybierać i to takie nasze dobro narodowe. Najcenniejsze w tych owocach jest skórka, którą często nie jemy - błąd! Otóz w skórce jabłka znajduje się najwięcej pektyn, które mają tą zaletę, że oczyszczają organizm z substancji trujących. Podczas trawienia pektyny wiążą niektóre metale ciężkie w nierozpuszczalne sole, które są potem wydalane z organizmu. Pektyny usuwają z organizmu resztki pokarmów, regulują florę bakteryjną jelit i neutralizują substancje toksyczne. Na dodatek zmniejszają wchłanianie się cholesterolu, a dzięki temu zapobiegają miażdżycy i chronią przed zawałem. Regulują też perestaltykę jelit, działając przeciwzaparciom. Mimo kwaskowatego smaku jabłka odkwaszają organizm, ponieważ zawierają bardzo dużo zasadowych soli mineralnych. Są bogatym źródłem potasu i żelaza. Jabłka jedzone na surowo wzmacniają serce, układ nerwowy, mięśnie i porawiają pracę wątroby (tak ważne dla mnie i dla osób, które biorą tyle leków). Mają też działanie moczopędne (dobre działanie ze względu na oczyszcznie organizmu). Jabłko ma również właściwości dezynfekujące i likwiduje stany zapalne. Ułatwiają przyswajanie wapnia przez organizm, dzięki czemu wzmacnia zęby, włosy i paznokcie. Zawarte w jabłkach witamina C wymiata z organizmu wolne rodniki i bierze udział w wielu procesach metabolicznych. Tylko nie przesadź z ilością jabłek w ciagu dnia (2-3 max) gdyż zawierają w sobie sporo cukru. 

#Cynamon
Uprawia się go w AZji i Ameryce Południowej. Uzyskuje się go z wysuszonej kory drzewa. Ma charakterystyczny korzenny smak i zapach. Kora cynamonowca zawiera olejek cynamonowy, który wykazuje właściwości antybakteryjne (bomba, bakterio giń!), przeciwgrzybiczne oraz zwiększa wydzielanie soku żołądkowego. Cynamom zapobiega  również nadkwasowości  i działa przeciwbiegunkowo, stymuluje trawienie i dostarcza błonnika pokarmowego. Dodaje energi i witalności. Jest źródłem żelaza, wapnia i manganu. Jako składnik maści lub kremu, dzięki właściwościom rozgrzewającym  łagodzi bóle mięśni i stawów, działa przeciwzapalnie i znieczulająco. Kora cynamonowa zawiera metylohydroksychalkon, który prawdopodobnie zwiększa wrażliwość komórek na działanie insuliny. Cynamon można też używać do okładów trudno gojących się ran. Dodawany do kąpieli działa odkażająco i pobudzająco. Wykorzystywany do inhalacji łagodzi objawy przeziębień i schorzeń wirusowych. Takie cudo :)


Jeśli nie chcecie jeść samych jabłek mam dla was słodką alternatywę. Bo przecież czasem coś słodkiego warto schrupać, gdy słodyczny jeść nie można (halo! nie dokarmiamy bakteri, więc odstawić słodycze). Takie "małe, co nie co" z połączenia jabłka i cynamomu.
  • 2 jabłka, pokrojone w kostkę, lub w kawałki jakiej chcecie wielkości
  • 1-2 łyżeczeki przyprawy cynamom dodanej do pokrojonych jabłek, wymieszać
  • garść rodzynek lub żurawiny
  • mały jogurt naturlany
  • po dodaniu pozostałych składników do jabłek, wymieszać i zjeść z przyjemnością


Mam nadzieję, że teraz w waszej diecie zagoszczą nasze pyszne polskie jabłka i cynamon. Sami widzicie ile pozytywnych właściwości ma w sobie to połączenie. Chlamydia wcale nie musi nam odbierać przyjemności  jedzenia, chcę być sprytniejsza od niej i cieszyć się dobrami natury, które stworzył Bóg. 



poniedziałek, 19 stycznia 2015

Przerwa, part II


Minął już miesiąc od ostatniej przerwy. Bywały dni lepsze, kiedy super się czułam tryskałam energią i w ogóle nic nie było wiadać, żebym była na coś chora. Bywały też dni gorsze, kiedy nie miałam na nic sił, zero koncentracji i w ogóle poczucie osłabienia. Jednak cieszyłam się, że nie muszę odstawiać leków, że już miesiąc próbuję "zabić" tą bakterię i że na razie w tej walce je zwyciężam. No tak było do 1 stycznia.

Potem nastąpiło załamanie, o wiele gorsze samopoczucie - co wiecie z poprzedniego postu. Okazało się, że to znów reakcja Herxa, tylko tym razem inaczej się objawiła i spowodowała o wiele cięższe skutki we mnie niż poprzednim razem. Po tych 5 dniach leżakowania, stanęłam jakoś na nogi i próbowałam normalnie fukcjonować. No przecież nie mogę  i nie chcę całego życia spędzić w łóżku. 
Po dwóch dniach stwierdziałam, że ze mną lepiej i nawet się cieszyłam, że znów wygrywam, że pomimo załamania stanu zdrowia wychodzę znów na prostą. 

Do czasu. Potem znów walka: gorączka 38, nudności, brak apetytu, bóle stawów tak mocne, że nie raz płakałam, osłabienie i brak jakichkolwiek sił fizycznych. Walka co 2 -3 dni, jednak potem już codziennie. I z każdym dniem objawy coraz silniejsze. Trochę bałam się powiedzieć o tym lekarzowi, bo wiedziałam czym to grozi - przerwą w braniu leków, czyli szansa dla bakterii by znów miała jak się rozmnażać. Jednak mój lekarz wie jak i kiedy wypytać mnie o stan zdrowia, więc prawda wyszła na jaw. I słowa, których się obawiałam: Agnieszka 7 dni przerwy, odstawiasz leki. Co?! 7 dni?! Przecież to strasznie długo! Co na to mój lekarz: Aga! Ty chyba nie jesteś świadoma, że gorszą rzeczą dla Ciebie mogą być skutki uboczne antybiotykoterapii niż sama choroba.

No cóż ciężko się nie zgodzić z lekarzem, który jest specjalistą w swoich fachu. Więc znów sięganie po informacje, co może mi grozić  i czy na serio to jest takie niebezpieczne? No otóż okazało się, że jest. Antybiotyki nie odróżniają dobrych bakterii od złych - niszczą je wszystkie. Błony śluzowe pozbawione naturlanej ochrony, stają się wrotami dla drobnoustrojów. Więc mogą występować różne objawy, które powinny wskazać, że na jakiś czas trzeba przerwać leczenie:
  • bóle stawowe
  • grzybica pochwy
  • zachwianie równowagi biologicznej
  • pojawienie się grzybic, drożdżyc (na to czy one są robi się badanie moczu)
  • niszczenie flory jelitowej
  • oporność na leki, które skutkuje tym, że następnym razem w ogóle organizm na nie niezareaguje
  • uczulenia
  • biegunka
  • uszkodzenia wątroby
Więc jak widać, kolorowo nie jest. Więc z jednej strony cieszę się, że mój żołądek odpocznie i ja sama nie wyrządzę sobie szkody, z drugiej strony modle się o to, by bakteria w czasie tej przerwy nie atakowała moich zdrowych komórek. Przerwa wydłuża też czas mego leczenia. A zostało jeszcze 5 miesięcy i jeden tydzień dłużej. Choć ja wierzę w to, że będzie to o wiele szybciej, po prostu wierzę i nikt mi tego nie zabroni!

Take a break for a moment. It's OK ... 


poniedziałek, 5 stycznia 2015

Nowy Rok


Sylwester - zabawa do białego rana. Oczywiście w gronie przyjaciół, superowego brata i kochanej Gimbazy. Mnóstwo zabaw, muzyki, rozmów, pysznego jedzenia i śmiesznych sytuacji. Czułam się nawet bardzo dobrze, oznak zmęczenia nawet w późnych godzinach nocnych nie było widać, wręcz tryskałam energią. Tak się cieszyłam, że mogę fajnie spędzić ten czas, bez nudności, gorączki i innych chlamydiowych dolegliwości. Gdybym miała podsumować czas od wiadomości o chorobie, to co bym mogła napisać? Są tylko 3 słowa, które mogą to określić; pomimo wszystkiego, pomimo złego samopoczucia, pomimo innych dolegliwości; 3 słowa: BÓG JEST DOBRY cały czas. Cały czas BÓG DOBRY JEST. A oprócz tego połkniętych prawie 500 tabletek, 750zł wydane na same leki, różne dolegliwości, które pojawiły się po drodze, znajdowane różne strony o chorobie, konsultowanie się z różnymi osobami w sprawie diety i zdrowego odżywiania i bycie też trochę królikiem doświadczalnym w tej dziedzinie. Minął dopiero miesiąc a ja mam wrażenie jakby to trwało już dłuższy czas. 

Minął Sylwester, oczywiście chciałam go odespać, lecz zaczęło coś się dziać. Byłam bardzo słaba, kręciło mi się w głowie, mięśnie zaczęły mnie wszystkie boleć ...spadek totalny energi. Jakby ktoś odłączył Cię od akumulatora i jedziesz tylko na ostatkach. Jak się położyłam 1 stycznia tak wstałam dopiero dzisiaj na kolejną wizytę lekarską. Przez 4 dni nie potrafiłam i nie mogłam wstać z łóżka. Każda moja próba kończyła się zawrotami głowy lub mroczkami przed oczami. Wszystko mnie bolało, przejście kilka kroków do toalety zajmowało wieczność. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Leżałam, po prostu leżałam. Jakiś wrak człowieka a nie osoba żyjąca pełną parą. Sama się nie poznawałam, tym bardziej, że nie było wcześniej oznak, że coś jest nie tak. Z każdym oddechem jakbym traciła część siebie, część swojego organizmu. Straszne odczucie! Nikomu tego nie życzę. Plus leżakowania? Nadrobiłam wszystkie zaległości filmowe i serialowe. Mogę teraz powiedzieć, że jestem na bieżąco ;)

Dzisiaj mój lekarz trochę mnie uspokoił. Powiedział, że miałam kolejną 'reakcję Herxa' tylko, że tym razem innaczej się objawiła. Znów zmiejszenie dawki leków. I kolejne słowa: Agnieszka ja wiem, że Ty byś chciała jak najszybciej wyzdrowieć, ale to nie jest sprint, to jest maraton jeśli chodzi o leczenie. Bądź cierpliwa i też pamietaj o swoim organizmie i jak on reaguje na leki. Maraton? Nawet jak trenowałam lekkoatletykę w podstawówce i gimnazjum to tylko biegałam w sprincie, więc jak teraz brać udział w "maratonie" leczenia?