piątek, 2 grudnia 2016

Szpital, day 7


Kolejny dzień tym razem nie zaczął się od pobudki po 05:00 - zastanawiałam się czy pielęgniarki o nas zapomniały. Jednak tak musiałam wstać koło 07:00 bo przed 08:00 miałam mieć badanie USG mięśnia. Stresowałam się na maxa tym badaniem. Przyjechał po mnie kierowca i pojechaliśmy na Odział Radiologii. 

Lekarz, który mnie badał miał do mnie pretensje, że się spóźniłam, bo miałam mieć badanie na 07:30, ja mu tłumaczę, że od wczoraj słyszałam, że na 08:00 - więc czemu mam do mnie pretensje, skoro w systemie mają bałagan. Więc bałam się trochę, że nie podejdzie do mnie tak jak powinien, bo już miał "przeze mnie" opóźnienie. Jednak gdy powiedziałam mu w jakiej sprawie przychodzę, no to trochę zmienił stosunek. 
Kazał się położyć na kozetce i zaczął badać mięśnie. Sprawdzał wszystko dokładnie kilka razy, raz jedną nogę, raz drugą. Na koniec stwierdził, że mogę się już ubierać i mam poczekać na opis badania. A na opisie: obraz mięśnia czworogłowego, dwugłowego zmian patologicznych nie wykazuje, w porównaniu ze stroną przeciwną mięśnie symetryczne, bez mian ogniskowych.
Jednym słowem wszystko super! Nie ma najmniejszego ubytku, żadnej zmiany, żadnego braku! Genialnie!

Wróciłam na swój odział i okazało się, że będę mieć jeszcze jakieś badanie krwi i EKG. Badanie serca spoko, serducho zdrowe. Na niektóre badania krwi będę czekać około 2 tygodni. 

Koło 14:00 przyszedł mój lekarz prowadzący i powiedział, że mnie wypuszcza do domu. Na wypisie mam napisane: obserwacja w kierunku miopatii negatywna. Lekarz powiedział, że jak tak piszą na wypisie, to znaczy, że na bank tak stwierdzili i nie ma mowy o żadnej pomyłce. Odnośnie zaniku mięśni - nie mam go. Odnośnie innych chorób mięśni (czekamy jeszcze na jakieś wyniki krwi) ale według niego nie mam żadnej choroby mięśni. Ta dziura, to skutek tego, że mięsień jest bardziej spoisty w innym miejscu i to, że jest trochę słabszy nie świadczy o tym, że jestem chora. Wychodzę zdrowa! Na maxa się cieszę!
Pokazałam swój wypis mojemu lekarzowi, powiedział, że na maxa serio do mnie podeszli i przebadali mnie na prawdę bardzo dokładnie. Więc tym bardziej mam się cieszyć, że jestem zdrowa :)

Dziękuję za wszelkie słowa wparcia, modlitwy, smsy, snapy, wiadomości na FB, telefony, odwiedziny, komenatrze. Za to, że czytacie moje przemyślenia - które pozwalają mi zrzucić ciężar emocji i stresu i też nie muszę każdemu z osoba powtarzać tego co mogę napisać na blogu. 


czwartek, 1 grudnia 2016

Szpital, day 6


Kolejny dzień w szpitalu przyniósł kolejne badania, na które czekałam. Badania mięśni. Jednak zanim to nastąpiło był obchód lekarski, a potem na spokojnie mogłam sobie czekać aż mnie wezmą na badania. Jeszcze przed badaniem zdążyli wpaść do mnie znajomi z prezentem i chwilę ze mną pogadać. Co było bardzo miłe. 
Więc po 11:00 przyszła Pani doktor i poprosiła mnie na badanie. 

#ENG
Elektroneurografia to badanie neurologiczne, którego celem jest ocena funkcji nerwów obwodowych - włókien nerwowych i czuciowych. Jest ono pomocne w diagnostyce wielu chorób układu nerwowego, ponieważ pomaga zlokalizować uszkodzone nerwy, określić wielkość patologicznych zmian, różnicować ich charakter, a także określić dynamikę procesu chorobowego w badanym nerwie. W związku  z tym to badanie można wykorzystać w diagnozie np. chorób przebiegających z zanikiem mięśni, zaburzeń czucia, a także po urazach nerwów obwodowych. 
Masz przyczepione elektrody do nogi, a drugi przyrząd dotyka danych nerwów i razi Cię jakby "prąd" i wtedy wiadomo czy nerw reaguje. To nic nie boli. Więc u mnie zaczęło się od zbadania nerwu strzałkowego. Potem nerw piszczelowy, następnie nerw łydkowy jednak gdy doszło do nerwy udowego to już trochę bolało, ponieważ badanie zaczyna się w części pachwinowej. Więc dlatego bolało. 

#EMG
Elektromigorafia to badanie elektrofizjologiczne, którego celem jest ocena funkcji układu mięśniowego, a  także obwodowego układu nerwowego. EMG jest pomocne w diagnostyce wielu chorób nerwowo-mięśniowych, ponieważ pozwala zlokalizować zmiany patologiczne w mięśniach, ustalić ich wielkość i charakter, a także określić dynamikę procesu chorobowego w badanym mięśniu. W związku z tym to badanie można wykorzystać w celu rozpoznania np. dystrofii mięśniowych, stwardnienia bocznego zanikowego czy rdzeniowego zaniku mięśni.
No już tu zaczęły się dla mnie schody. W mięsień wbijana jest igła, które jest podłączona to kabla, który daje obraz na kompie. Tak na mój rozumek mogę wam to wytłumaczyć. I musisz napinać mięśnie z igłą w mięśniu by na obrazie było widać, czy w ogóle dany mięsień pracuje. Więc z mięśniem piszczelowym wszystko jest dobrze. Zaczęło się badanie mięśnia czworogłowego uda, tam gdzie mam zanik. Jednak wkłucia strasznie bolały :( w jednym momencie aż wrzasnęłam. Nie pamiętam ile tych wkłuć igły było w ten jeden mięsień, ale już na sam koniec wymiękałam. Mięsień działa ubogo, ale działa. Więc to była dobra wiadomość. 

Okazało się, że po tych badaniach można było już wykluczyć jakikolwiek zanik mięśni, czy w ogóle jakąkolwiek chorobę mięśni. Moja działają sprawnie, dobrze reagują nerwy, więc wszystko jest super!

#PRÓBA ISCHEMICZNA
Badanie nadpobudliwości nerwowo-mięśniowej (inaczej próba tężyczkowa) jest stosowana w celu diagnozy tężyczki - choroby, która objawia się wzmożoną pobudliwością nerwowo-mięśniową. Badanie wykonuje się z użyciem elektrody igłowej, którą wprowadza się w mięsień między kciuk a palec wskazujący. Następnie na 10min na ramię zakłada się ciśnieniomierz i napompowuje się go na maxa w celu wstrzymania przepływu krwi. Skutkiem jest brak czucia w ręce i silne mrowienie, tak silne, że zaczynasz odczuwać fizyczny ból. Pod koniec 10min musisz zacząć szybko i głęboko oddychać jakbyś przebiegła 10km i tak przez 2min. Potem spuszczanie jest powietrze z ciśnieniomierza i obserwuje się, czy pojawiają się objawy charakterystyczne dla tężyczki. 
Mój wynik ujemny. 

Dokładniejszy obraz mięśnia czworogłowego ma dać USG, które mam zaplanowane na kolejny dzień, więc zobaczymy. Ja jestem dobrej myśli po dzisiejszych badaniach. 









wtorek, 29 listopada 2016

Szpital, day 5


Kolejny dzień w szpitalu zapowiadał kolejne badania. Oczywiście o 05:30 pobudka na zmierzenie ciśnienia i czy przypadkiem pacjent nie ma gorączki. Potem jeszcze na chwilę zasnęłam. Jednak po 07 już na nogach, bo śniadanie a potem obchód lekarski. 

Na obchodzie nic nowego się nie dowiedziałam. Spytali się tylko jak się czuję, ja powiedziałam, że dobrze więc sobie poszli.  Dowiedziałam się, że po 10:00 będę mieć rezonans. Więc spokojnie czekałam. 

#MRI
Zwyczajowo w skrócie rezonans magnetyczny (obrazowanie metodą rezonansu magnetycznego), nieinwazyjna metoda uzyskiwania obrazów wnętrza człowieka. Jedna z podstawowych technik diagnostyki obrazowej (tomografii) oraz w badaniach naukowych. Obrazowanie za pomocą rezonansu magnetycznego nie wymaga użycia potencjalnie szkodliwego promieniowania rentgenowskiego i jest szczególnie przydatne do wykrywanie zmian chorobowych w tkankach, zwłaszcza zasłoniętych kośćmi, co wykorzystywane jest często do badania mózgu, mięśni, serca. 

Więc zrobili mi badanie, wynik dopiero miał być po południu, więc niczego od razu się nie dowiedziałam. Miało to być jedyne badanie jakie mi wykonają w tym dniu. Jednak po chwili wpadł psycholog i poprosił bym rozwiązała testy po czym poszłam z nią na rozmowę. Miło się rozmawiało. Nic jednak z tej rozmowy nie wynikło o czym miałam bym wiedzieć. Może na wypisie się czegoś dowiem :P
Resztę dnia spędziłam bym na czytaniu, małej pracy i ogarnianiu bieżących spraw. I tak jak założyłam tak robiłam do 17:00. Po tej godzinie wpadła pielęgniarka i powiedziała, że zabierają mnie do okulisty na konsultację. Zrobiłam wielkie oczy, bo nic nie wiedziałam, o żadnej konsultacji. No ale cóż pojechałam na tą konsultację. Byłam mega zaskoczona uprzejmością i wyrozumiałością lekarza. Zrobił wszystkie potrzebne badania, kilka razy dla pewności wszystko sprawdził. Na koniec podał mi krople, które rozszerzają źrenice by zbadać dno oka. I okazało się, że jest wszystko w porządku. Nie mam żadnej wady, żadnej choroby. Z oczami jest wszystko super!

Jeszcze rozszerzone źrenice miałam przez kilka godzin, od czego zaczęła mnie głowa boleć. Jak zobaczyłam się w windzie w lustrze to oniemiałam. Po raz pierwszy w życiu widziałam tak na maxa rozszerzone źrenice. Patrzyłam na siebie z ciekawością. Wróciłam do sali i położyłam się do łóżka. Głowa zaczęła bardziej boleć. Zobaczymy co przyniesie kolejny dzień. 






Weekend w szpitalu


Weekend w szpitalu nie zapowiadał się ciekawie. W czasie weekendu nie robią żadnych badań, nie ma żadnej kontroli lekarskiej, więc tak na prawdę nic się nie robi. Mój lekarz prowadzący jednak był na oddziale. Więc próbowałam z nim trochę pogadać. 

Więc okazało się, że z badań krwi nic nie wynika. Nawet wynik witaminy B12 i D3 mam w normie - co jak stwierdził lekarz się rzadko zdarza. Na to ja stwierdziłam, że mój lekarz zaleca mi taką a nie inną suplementację, więc pewnie stąd są tak dobre wyniki - dziękuję dr Górski. Z innych badań krwi, też jest wszystko dobrze. Więc kolejne z badań to płyn mózgowo-rdzeniowy - okazało się, że wszystko jest dobrze, żadnych śladów jakiejkolwiek choroby. Super! Mega super! 
Jednak jakby dalej lekarze nie wiedzą, skąd ten zanik mięśni w nodze, więc będą dalej badać. Czeka mnie jeszcze rezonans, badanie EMG mięśni i USG mięśni. Więc to wszystko po weekendzie. Więc kiedy stąd wyjdę - nie wiadomo ...
Jednak mega się cieszę, że wyniki z krwi i z płynu są dobre, więc już jakiś kamyczek z serca lżej :)

Ogólnie w weekend trochę osób się ze mną kontaktowało telefonicznie - jaka ich była reakcja kiedy sobie żartowałam i mówiłam, że chill'uje w szpitalu ;) no bo tak to trochę wyglądało - nic nie robiłam tylko leżałam, czytałam lub nadrabiałam zaległości serialowe - chill na maxa :)

Chciałam w ogóle podziękować za wszelkie słowa wsparcia, modlitwy, odwiedziny, telefony, smsy, wiadomości na FB, emaile. To niesamowite jakie wsparcie można mieć w was czytelnicy. O wiele łatwiej znosi się ten czas niepewności i spokojniej mogę czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Na maxa dzięki!

niedziela, 27 listopada 2016

Szpital, day 2


Drugi dzień w szpitalu rozpoczął się pobudką przed 06:00 i pobraniem krwi. Byłam jeszcze śpiąca, więc nie do końca jeszcze rozumiałam co się dzieje. Obudziłam się w 100% czując wkłucie. Obróciłam głowę, spojrzałam na pielęgniarkę i na probówki. Patrzę, trochę ich jest, więc zaczęłam liczyć 1,2...4...6...11! Tak 11 probówek krwi, tyle mi pobrali. Skoro musieli, to musieli a ja dalej poszłam spać. Koło 08:00 zaczął się obchód lekarski. Stało nade mną z 6 lekarzy, którzy patrzyli na moją dziurę i się zastanawiali od czego to może być. Mieli różne teorie. Jedno jest pewne, zdecydowali, że dzisiaj zrobią mi badanie - punkcja lędźwiowa.

#NAKŁUCIE LĘDŹWIOWE
Wprowadzenie igły punkcyjnej do przestrzeni podpajęczynówkowej w odcinku lędźwiowym kręgosłupa - pobranie do badania płynu mózgowo-rdzeniowego. 
Samo wkłucie jest prawie bezbolesne. Tak jak przy pobieraniu krwi, ale potem już sprawy się gorzej mają (piszę tu o swoim doświadczeniu). Nie masz odczucia, że coś z Ciebie spływa, ale takie, że jakby ktoś Ci włożyć sprężynę w miejsce wkłucia i nagle ta sprężyna się rozprzęga. Coraz bardziej, coraz bardziej i coraz bardziej. To nie jest fajne uczucie, trochę boli. Przy czym obok Ciebie pielęgniarka jeszcze liczy krople płynu jak spadają do probówki. Ja miałam dwa razy po 30 kropel. Nie wiem czy to standardowa  procedura, ale u mnie tyle było. Po badaniu trzeba leżeć na brzuchu, plackiem przez 2-3h, by nie wystąpił zespół popunkcyjny (mdłości, bóle głowy, omdlenia). Ja chyba ze stresu i zmęczenia, ale zasnęłam. Obudziłam się dokładnie 2,5h po badaniu. Więc mogłam w końcu obrócić się na plecy i złożyć łóżko do trybu wpół leżącego. Przez resztę dnia byłam mega zamulona. Potem na maxa zaczęła mnie boleć głowa - dali mi tabletki przeciwbólowe i dalej leżałam. I będę czekać na wyniki.

Na wieczór wpadła do mnie Monia - my best friend - z małymi prezentami. Byłam mega zaskoczona! Zostałam obdarowana słodyczami, napojami i małym giftem. Tak słodki i fajny prezent - skarpetki :) tak to ja mogę w szpitalu leżeć ;) Skarpetki nie są zwykłymi skarpetkami, tylko polska firma, która jej robi, specjalnie stworzyła skarpetki niby nie do pary. A jednak wspólnego mają coś ze sobą. Monia jesteś najlepsza!






sobota, 26 listopada 2016

Szpital, day 1


Szpital to niezbyt fajnie i przyjemne miejsce. Niestety musiałam się stawić na oddziale.
Ten, kto czyta mnie regularnie wie, że miałam takie badanie jak EMG. Więc jak wiecie wynik nie wyszedł najlepiej. Po konsultacji z neurologiem, okazało się, że najlepiej będzie jeśli trafię na oddział neurologiczny w celu dalszej diagnozy. I gdyby tylko o to chodziło to było by super.

Jednak w sierpniu, zauważyłam małą zmianę w prawej nodze, a dokładnie mówiąc w udzie. Ta zmiana to dziura średnicy 5cm. Na początku wydawało mi się, że to czuję i widzę. Od razu sms do lekarza "mam dziurę w nodze". On oczywiście odpisał "Aga uspokój się, jaka dziura, pewnie Ci się wydaje, przyjdź jutro do Centrum, zbadam Cię". Stwierdziłam, że nie będę panikować i poczekam na konsultację. No i konsultacja, badanie nogi, potem drugiej, badanie odruchów - wniosek - no rzeczywiście masz dziurę. Więc skierowanie na zwykłą diagnozę mięśni, zmieniło się w skierowanie "zanik mięśni w prawej nodze". Od sierpnia do teraz dziura ma średnicę 7cm. Zgłosiłam się na oddział 24 listopada. 

Od 09:00 rano miała stawić się na Izbie Przyjęć.Poszło nawet sprawnie. Opaska na dłoń i w drogę na oddział. Dali mi salę, w której leżę z jedna Panią, kazali się rozpakować i czekać na wezwanie lekarza. Od 09:00  lekarz zjawił się po 12:30, trochę to trwało. Zdążyłam się nawet zdrzemnąć. Oczywiście wzięłam ze sobą całą moją teczkę leczenia, a trochę tych badań miałam, więc lekarz był na początku zdziwiony. I zaczęły się pytania, gdzie się leczę, na co itp. Na koniec mnie spytał czy leczę się gdzieś psychiatrycznie - zszokowana pytaniem, z nerwem odpowiedziałam, że nie. Więc widząc moje niezadowolenie spytał, dlaczego tu trafiłam na oddział, odpowiedziałam, ze spokojem, że mam dziurę w nodze. On oczywiście spojrzał na mnie z niedowierzaniem, po czym z ironicznym uśmiechem stwierdził "no dobrze, proszę pokazać mi tą dziurę". No i po czasie, spojrzał na mnie i rzekł "no rzeczywiście ma Pani dziurę" - chyba powinnam się zacząć śmiać z tych stwierdzeń :P
Po tym stwierdzeniu zaczął mnie brać na poważnie i zaczęło się typowe badanie neurologiczne. Które trochę zajęło. Na koniec powiedział mi jakie jeszcze badania mnie czekają i wróciłam na swoją salę. 

Oczywiście od razu zadzwoniłam do dr Górskiego - mojego lekarza - i powiedziałam jak sprawa wygląda. Przekazał mi, żebym się nie przejmowała taki pytaniami, to są normalne pytania i on gdyby był na oddziale też by mi takie zadał Tym bardziej, że lekarza są nastawieni na to, że pacjenci czasem kłamią i nie mówią całej prawdy ... więc stąd te pytania.

Resztę dnia spędziłam na sali czytając, rozmawiając z koleżanką z sali, odbierając telefony, odpisując na sms. Przez resztę dnia nic innego się nie działo. Tylko wieczorem jeszcze sprawdzenie ciśnienia i czy mam gorączkę. Ciśnienie w normie, gorączki brak. 

Przede mną kolejny dzień. Zobaczymy co przyniesie. 

środa, 16 listopada 2016

Wakacyjne marzenia part II


Co było dalej pewnie niektórzy z was się zastanawiali, dostawałam również sygnały, kiedy wstawię następny post odnośnie Izraela, bo nie mogę się doczekać kolejnych opowieści. Bardzo miło mi słyszeć i czytać takie słowa - dziękuje bardzo! Więc teraz zbieram się do pisania. Więc po Tel Aviv było kolejne miasto na kilka dni. Oto relacja z ważnego miasta 3 największych religii świata.

#JEROZOLIMA


Jedno z największych miast Izraela jeśli chodzi o powierzchnię i ludność. Stanowi centralny punkt dla judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Będąc na miejscu, można to odczuć na każdym kroku. Z Tel Aviv do Jerozolimy jechaliśmy pociągiem, zwykłym, a wyglądał jak nasze pendolino. Niesamowicie jechało się przez doliny i wzgórza, oraz góry. Jerozolima leży wśród gór Judei a ja nie mogłam oderwać wzroku, od tego co widziałam przez szyby. I takie też dziwne odczucie w serduchu, że jadę do bardzo ważnego miejsca. Zajechaliśmy na miejsce. Z dworca do miejsca zamieszkania wzięliśmy taxi (trzeba było się targować o cenę przejazdu, ale dało radę - no raczej Adrian dał radę). Mieszkanie w którym mieszkaliśmy było niecałe 20min od Starego Miasta i Bramy Jaffa. To było coś pięknego. Zostawiliśmy torby, przebraliśmy się i od razu poszliśmy na miasto. Niesamowicie było spacerować uliczkami mając w świadomości to, że gdzieś może na jednej z nich przechadzał się Jezus, bądź któryś z apostołów. Dla mnie osoby wierzącej było to bardzo ważne. Nasz pierwszy przystanek to była Ściana Płaczu - jedyna zachowana pozostałość Świątyni Jerozolimskiej. Każda osoba, która mówiła mi o tym miejscu, zawsze wypowiadała się, że to miejsce jest "magiczne", że coś niesamowitego jest w tym miejscu. Rzadko jakby przykładam wagę to takich słów o miejscach itp. Więc jak to mówi mój kumpel - wzięłam to na miękko i nie szłam tam z żadnymi oczekiwaniami. Oczywiście zapomniałabym dodać, że po Jerozolimie nie spaceruje się w krótkich spodenkach i koszulkach na ramiączkach. Raczej zaopatrz się w długie letnie sukienki, spódnice i zawsze miej przy sobie szal, którym możesz zasłonić ramiona, dekolt i szyję. Więc ubrana w długą sukienkę, mając w plecaku szal i mapę Starego Miasta, doszliśmy do wejścia pod Ścianę Płaczu. Nie wejdziesz ot tak sobie, najpierw przejdziesz przez wykrywacz metalu, a potem Twoja torba, plecak itp będą mieć to samo doświadczenie. Gdy wszystko będzie OK idziesz na plac, gdzie gdybyś był źle ubrany ;) dadzą Ci długą spódnicę i szal. Mężczyźni do swojej części, kobiety do swojej. Narzuciłam na siebie szal, podeszłam pod ścianę, położyłam rękę na kamiennym murze i zaczęłam się modlić. To co odczułam nie da się opisać słowami. Dla wyjaśnienia mogę napisać, że płakałam jak małe dziecko, nie mogłam się uspokoić, brakowało mi chusteczek i po raz kolejny w moim sercu wybrzmiała prawda, że wszystko co mam, mam dzięki Bożej łasce. I Jego obecność jest ze mną zawsze. A ta łaska każdego dnia jest świeża i nowa. I choć minęło tyyyyle lat, nadal w samych murach można odczuć tak namacalnie Bożą obecność - nigdy nie sądziłam, że takie coś napiszę, ale z prawdą i doświadczeniem walczyć nie będę. To jest to co przeżyłam będą pod Ścianą Płaczu. Od muru nie odchodzi się tyłem. Ty idziesz tyłem ciągle patrząc na Ścianę Płaczu - dlaczego? Ponieważ w tym miejscu zasiądzie kiedyś Król - Mesjasz a od tronu Króla nie odwracasz się plecami. Po podróży i doświadczeniach emocjonalnych padłam szybko spać. 


Kolejny dzień, kolejne plany. Wraz z moją przyjaciółką odłączyłyśmy się od grupy i postanowiliśmy ten jeden dzień spędzić tylko we dwie, spacerując swoim tempem. Czemu tak? Ponieważ to był piątek, gdzie dzień w Izraelu kończy się rozpoczęciem szabatu, a my chciałyśmy przejść całą Drogę Krzyżową, począwszy od Góry Oliwnej, przez więzienie gdzie przetrzymywali Jezusa oraz dalsze punkty. Chodzenia było bardzo dużo, plus miejsca tak ważne, że każda z nas chciała mieć swoje przemyślenia, swój rytm chodu, swój czas z Bogiem. Wystartowaliśmy z Kościoła św. Piotra, mieści się w miejscu gdzie stał dom kapłana Kajfasza (Nowy Testament) i gdzie Piotr zaparł się Jezusa. Z taką nostalgią zwiedzałyśmy to miejsce. Byliśmy też w grotach, gdzie przetrzymywano Jezusa. By odczuć ich zimno najlepiej przeczytać Psalm 88. To właśnie ten Psalm był przetłumaczony na wszystkie języki świata w jednej z grot. Czytając go w tam w tym dole, wyobrażając sobie jak to wszystko mogło wyglądać, doświadczasz jakby na nowo łaski zbawienia i doceniasz jeszcze bardziej ofiarę Jezusa. Z kościoła udaliśmy się prosto na Górę Oliwną, po drodze mijając pewnego Żyda, który śpiewał i modlił się pod jedną z bram starego miasta. Niesamowity miał głos. Wstąpiłyśmy pod bramę Miasta Dawida, ale zrezygnowałyśmy z wejścia, gdyż przeczuwałyśmy, że czeka nas niezła wspinaczka. Góra Oliwa, znajduje się po stronie dzielnicy arabskiej - jak niestety większość ważnych punktów do zwiedzenia. Jak doszłyśmy do Góry - niech to pozostanie słodką tajemnicą moją i Moni. Widok rozciąga się niesamowity. Tak jak zresztą widać na zdjęciu. 


Kolejny przystanek Ogród Getsemane - na samą myśl o tym, mam łzy w oczach. W ogrodzie mogłyśmy usiąść i poczytać Biblię, fragment z ewangeli Jana 17 i początek 18 rozdziału. Będąc  w tym miejscu, czytając te właśnie fragmenty, uświadamiasz sobie jak Jezus jako człowiek walczył ze sobą i z tym co miało nastąpić, lecz mimo wszystko poddał się woli Ojca, bym ja mogła żyć. Czytałam i płakałam. Płakałam i czytałam dalej. Z ogrodu Getsemane rozciąga się widok na Złotą Bramę - jest niesamowita. Kolejny przystanek to to już cała Droga Krzyżowa, począwszy na na Lwiej Bramie a skończywszy na Golgocie. Przeszłam tą drogą tylko ze względu takiego by zrozumieć jaką drogę musiał przejść Jezus, by lepiej móc potem wyobrażać sobie te wydarzenia czytają w domu Biblię, kiedy wiesz jak już je umiejscowić, nazwać, pamiętać jakieś punkty charakterystyczne. Przepraszam, za to co teraz napiszę, nie chcę nikogo urazić, ale pisanie bloga polega trochę na szczerości, więc .... jestem troszkę zawiedziona samą Golgotą. Nie tak tak to sobie wyobrażałam. Ścisk w kościele niesamowity, przepych na maxa, wszędzie złoto, kadzidła i jak dla mnie w ogóle nie potrzebne dodatki. Wystarczyła by mi zwykła góra z symbolicznie wbitymi 3 krzyżami. Jednak to co jest teraz na Golgocie, nijak ma się do tego o czym czytam w Biblii. To takie moje spostrzeżenia. Ten widok, który jest teraz nie zmienia znaczenia wydarzenia, jakie miało miejsce na Golgocie. Tam umarł Zbawiciel. Na szczęście zmartwychwstał! Po Golgocie jak najszybciej chciałyśmy trafić pod Ścianę Płaczu, tak jak wspomniała wcześniej był to piątek. Bardzo chciałam doświadczyć jak Żydzi rozpoczynają szabat, a wiadomo, że własnie spotykają się pod Ściana Płaczu zaraz po zachodzie słońca. To było WOW! BO inaczej nazwać tego nie można. Wszyscy odświętnie ubrani, od małych dzieci po starców. Śpiew, tańce, czytanie Tory to towarzyszyło tego wieczoru. I tak to późnych godzin nocnych. I wielka radość, radość, która chyba każdemu się udzielała, kto tam bym i to obserwował. 


Jednym z ostatnich miejsc w jakich byliśmy przed kolejną podróżą, to Muzeum Yad Vashem - Instytut Pamięci i Męczenników i Bohaterów Holocaustu. Holocaust jest kluczowym rozdziałem historii żydowskiej oraz wydarzeniem wyjątkowego znaczenia dla wszystkich narodów. Holocaust podważył zasadnicze poglądy i wartości cywilizacji ludzkiej, Jest on oznaką ostrzegającą dla nas i dla przyszłych pokoleń. Państwo Izrael zobowiązało się pamiętać i nigdy nie zapomnieć o zbrodni popełnionych na narodzie żydowskim. Stąd powstanie takiego właśnie muzeum. Sama nazwa muzeum pochodzi z księgi Izajasza 56;5 "...dam miejsce (Yad) w moim domu i w moich murach oraz imię (Vashem) lepsze od synów i córek, dam im imię wieczyste i niezniszczalne". Jadąc do muzeum zaopatrz się w dużą ilość chusteczek. Ciężko przejść obojętnie wobec tego co zobaczysz w muzem. Jest to zbiór pamięci, materiałów archiwalnych, książek, ubrań, wyposażenia mieszkań, świadectw tych, którzy przeżyli. Muzeum jest też niesamowicie multimedialnie zrobione. Zaczynasz ścieżkę od dojścia Hitlera do władzy, a kończysz na zakończeniu wojny, mijając po drodze, prawie każdy naród w Europie, gdzie były obozy, gdzie mieszkali Żydzi. Polska część była największa i zarazem dla mnie najsmutniejsza. Najbardziej dotknęło mnie widok mapy Europy, gdzie wskaźniki pokazywały ile Żydów mieszkało w danym narodzie. A na końcu wojny ile Żydów zginęło. Największa liczna w pierwszym jak i w drugim przypadku pokazywała Polskę. Kolejnym punktem, w którym emocjonalnie totalnie pękłam, był Pomnik Dzieci. Nie chcę tego opisywać, czasem lepiej jest milczeć. By na spokojnie zwiedzić muzeum potrzebujesz od 3-6h. Więc lepiej przeznaczyć sobie na to cały dzień. Nie tylko ze względu na czas jaki tam spędzisz, ale też ze względu na to jak później będziesz się czuł przez resztę dnia. Bo reszta Twojego dnia już nie będzie wyglądać tak samo, świat już nie będzie taki sam. 

Dużo bym mogła jeszcze napisać o Jerozolimie i miejscach, które tam widziała. Jak ktoś chce to z chęcią wpadnę na kawę i pokażę zdjęcia i coś tam trochę poopowiadam ;)
A jak się czułam? Świetnie! Żadnych dolegliwości, żadnych słabych dni. Żadnych bolących stawów i mięśni. Żadnej gorączki. Extra samopoczucie!